niedziela, 8 lipca 2018

Mroczny Układ - Dawid Waszak

"Ochroniarz zatrzymał się tuż przed pomieszczeniem, z którego dobiegały odgłosy, i dłonią pokazał mi drogę. Zamarłem, ale pchnął mnie i wpadłem do środka.
Było to pomieszczenie o powierzchni około dwudziestu metrów kwadratowych, z nieotynkowanymi i wilgotnymi murami. Przypominało starą rzeźnię. Na suficie wisiała goła żarówka, która dawała zimne światło. Na środku stało stare metalowe łóżko na kółkach, z niskimi barierkami po bokach. Przypuszczam, że dawniej mogło służyć do operowania pacjentów. 
[...] Obejrzałem się na ochroniarza. Nie spuszczał ze mnie wzroku. Czekał, aż wykonam jakiś ruch, żeby dać mi w pysk? Nie chciałem go prowokować. Bałem się. Miałem wrażenie, że moje przełykanie śliny roznosi się po całym pomieszczeniu. Uzmysłowiłem sobie, że to moje ostatnie chwile."

sobota, 30 czerwca 2018

Cień Wiatru - Carlos Ruiz Zafón



Cień Wiatru. Każdy zachwycał się tym autorem. Przyszła i kolej na moją osobę. Czy autor przekonał mnie do siebie? Przeczytajcie moją recenzję :) 


Pierwsze dni lata 1945 roku. Barcelona.

"Wciąż pamiętam ów świt, gdy ojciec po raz pierwszy wziął mnie ze sobą w miejsce zwane Cmentarzem Zapomnianych Książek. Szliśmy ulicami Barcelony. Były pierwsze dni lata 1945 roku. Miasto codziennie dusiło się pod naporem szarego jak popiół nieba i słonecznego żaru, zalewającego Ramblę Santa Mónica strumieniem płynnej miedzi. 
- Danielu, to, co dzisiaj zobaczysz, masz zachować wyłącznie dla siebie - ostrzegł mnie ojciec. - Nikomu ani słowa. Nikomu. 
- Nawet mamie? - spytałem cichutko. 
Ojciec westchnął, ukryty za tym swoim smutnym uśmiechem, który jak cień towarzyszył mu nieodłącznie przez całe życie. 
- Nie, oczywiście, że nie. - odparł, spuszczając głowę. - Przed nią nie mamy tajemnic. Mamie możesz mówić wszystko." 

niedziela, 27 maja 2018

Mam na imię Zero - Luigi Ballerini


Dlaczego postanowiłem przeczytać tę książkę? Z prostego powodu.Oczekiwałem sztucznej inteligencji, wymagającej lektury. Co dostałem? Przeczytajcie.


Następuje awaria w pewnym ośrodku. Zapada ciemność. Główny bohater, Zero wydostaje się z pomieszczenia w którym ono nastąpiło. Tak naprawdę, nigdy nie miał styczności z prawdziwym światem. Nie zna nic, oprócz tego co wpajano mu cały czas podczas izolacji. Czuje każdy opadający płatek śniegu, powiew powietrza. Jak to możliwe aby było tyle powietrza w jednym miejscu?

środa, 23 maja 2018

Uwikłanie - Zygmunt Miłoszewski






" - Będzie mnie pan próbował przekupić czy zastraszyć? - spytał Szacki, kiedy wrócili do stolika.
Punkt dla niego.  Jeśli milczał tak długo, bo zastanawiał się takiego początku. 
Musiał się teraz trochę wycofać, a to od razu go stawiało na gorszej pozycji. Rucola wydała mu się bardziej gorzka niż zwykle.
- Widzę, że lubi się pan ubierać schludnie - powiedział, wskazując na jego garnitur.
- Wolę określenie: elegancko.
Uśmiechnął się.
- Elegancja zaczyna się od dziesięciu tysięcy. Pan jest schludny.
- A więc łapówka. Prawdę mówiąc, od jakiego czasu jestem ciekaw, ile mi zaproponujecie. Więc może proszę sobie darować te wstępy i wymienić kwotę. Będziemy wiedzieć, na czym stoimy, jeszcze zanim przyniosą makaron. 
Drugi punkt. Albo z nim pogrywa, albo faktycznie chodzi mu o pieniądze. Czyżby to było aż tak proste? Tyle już wiedział o prokuratorze Szackim, że zapomniał, iż jest on źle opłacanym urzędnikiem państwowym, równie łasym na kasę jak wszyscy inni.
Czuł się rozczarowany, ale faktycznie można załatwić całą sprawę przed makaronem.
[...] Teodor Szacki odsunął krzesło. 
Wyjął z kabury pod pcahą niewielki pistolet, fabrycznie wyposażony w tłumik, i przyłożył mu do serca. 
- Siadaj - szepnął.
Szacki pobladł, ale poza tym trzymał fason. Wolno przysunął krzesło do stolika.
- Nie wiem, jak bardzo jest pan szalony - powiedział spokojnie. - Ale chyba nie na tyle, żeby sprzątnąć mnie przy świadkach.
- A co - zapytał tamten, uśmiechając się łagodnie - jeśli tutaj nie ma żadnych świadków? Co, jeśli są tutaj jedynie moi ludzie?
Jak na komendę parka obcokrajowców, facet w lnianej koszuli i dwóch biznesmenów podniosło głowy i pomachało wesoło Szackiemu. Prokurator obejrzał się w stronę baru. Kelner pomachał mu tak samo jak tamci. "



Mózg - Opowieść o nas - David Eagleman






Kto tu rządzi? 
"No cóż, kosmos okazał się o wiele większy, niż kiedykolwiek wcześniej go sobie wyobrażaliśmy, patrząc nocą w rozgwieżdżone niebo. 
Podobnie też wszechświat roztaczający się we wnętrzu naszej głowy wykracza dalece poza zasięg naszych świadomych doświadczeń. Dziś dopiero zaczynamy dostrzegać pierwsze migawki z ogromu jego wewnętrznej przestrzenie. Wydaje się, że rozpoznanie twarzy przyjaciela, jazda samochodem, zrozumienie dowcipu albo decyzja o tym, co wyjąć z lodówki, nie wymaga zbyt wielkiego wysiłku, ale wbrew pozorom wszystko to jest możliwe jedynie za sprawą ogromnej ilości obliczeń, do jakich dochodzi poza naszą świadomością. W tej dokładnie chwili oraz w każdym innym momencie naszego życia w sieciach mózgowych wre praca: miliardy impulsów elektrycznych pędzą wzdłuż neuronów, uruchamiając sygnały chemiczne rozsyłane do bilionów połączeń synaptycznych między komórkami. Warunkiem pojawienia się nawet najprostszych zachowań jest przeogromna siła działania, jaką dysponują neurony. Wciąż pozostajemy rozkosznie nieświadomi tych działań, ale koloryt i kształt naszego życia zależy całkowicie od tego, co się dzieje "pod maską": to, jak się zachowujemy, co jest dla nas ważne, nasze reakcje, nasze uczucia i pragnienia, co uznajemy za wiarygodne lub nie. Nasze doświadczenie jest jedynie produktem końcowym działania tych ukrytych struktur. Zatem kto tak naprawdę dzierży ster?"

środa, 16 maja 2018

Bestia w jaskini i inne opowiadania - H.P. Lovecraft




Dlaczego postanowiłem przeczytać opowiadania Lovecrafta? Z prostego powodu. 
Każdy uważa go za króla grozy, stawiając z Stephenem Kingiem a nawet uważa za lepszego od niego, dlatego chciałem sprawdzić czy to prawda.
Czy jest tak naprawdę? Czytajcie do samego końca.
Książka posiada 47 opowiadań. Jedne są krótkie drugie długie.
Spośród tylu opowiadań, mojej osobie przypadłe takowe:
- Bestia w jaskini. Jest to historia o mężczyźnie który zgubił się w jaskini, podążając za przewodnikiem. Okazuje się iż w jaskini czyha coś złego. Czy to tylko wyobraźnia mężczyzny czy naprawdę zło znajduje się w tym samym miejscu co nasz bohater?

środa, 18 kwietnia 2018

Pierwszy Róg - Richard Schwartz






"Uniknąłem wzrokiem tego, co leżało przede mną. Znalazłem widły z drewnianymi zębami. Były roztrzaskane...
Ukląkłem i przyjrzałem się im bliżej. Za mną stali Lea i karczmarz, żadne się nie odezwało, słychać było tylko zwierzęta i odgłos wiecznej zawiei. W tle rozpoznałem parskanie: Zeus mnie wyczuł, musiał jednak zaczekać.
Trzonek wideł nie był złamany, coś rozgryzło go na połowy, ślady zębów były wyraźne. 
W końcu zwróciłem się ku chłopakowi.
Leżał jak zepsuta lalka, z rękami i nogami podwiniętymi nienaturalnie; przez nogawkę na udzie przebiła się kość. Od miednicy po mostek był rozpruty, żebra miał połamane. Jamę brzuszną i klatkę piersiową miał wypatroszone do czysta, może wręcz wylizane. Leżał pośrodku wielkiej ciemnej plamy, we własnej krwi, która była jeszcze gęsta i lepka, zimna już, lecz nie zamarznięta.
Brakowało mu oczu, nosa i uszu.
Jego kaftan był rozdarty, drewniane guziki pourywały się, kiedy został rozerwany na strzępy.
- Jeszcze nigdy nie słyszałem o zwierzęciu, które rozbierałoby swe ofiary - rozległ się mój głos. Nie zdawałem sobie sprawy, że wyrażam swe myśli."

piątek, 23 marca 2018

Mike Tyson,Larry Sloman - Moja Prawda




"Nokautowałem  sparingpartnerów na prawo i lewo. Tuż przed walką znowu byłem sobą. Dziennikarzowi "Boston Globale" powiedziałem: 
- Zniszczę Spinksa. Zniszczę ich wszystkich. Kiedy z kimś walczę, chce go złamać. Chcę odebrać mu męskość. Chce wyrwać mu serce, a potem mu je pokazać. Ludzie mówią, że jestem prymitywem i dzikusem, ale płacą 500 dolarów, żeby mnie zobaczyć. Jestem wojownikiem. Gdybym nie trafił do boksu, łamałbym prawo. Taką mam naturę.
Spinksa wkurzyło chyba moje zuchwałe zachowanie.
- Dobrze jest trochę sobie postraszyć - powiedział dziennikarzom podczas ostatniej konferencji prasowej przed walką.
Do ringu wchodziłem całkowicie pewny siebie. Nadal jednak nie cieszyłem się zasłużonym uznanie ludzi z ulicy, który śledzili dokonania Spinksa dłużej niż moje. Kiedy przed pojedynkiem pojawiłem się na ulicach Nowego Jorku lub Los Angeles, kolesie do mnie i mówili:
- Spinks cię znokautuje, czarnuchu. Skopie ci dupsko.
- Ty coś ćpałeś? - odpowiadałem. - Skoro wierzysz w te bzdury, to chyba jesteś kosmitą.
To byli nienawistni ludzie.
 (...) Kiedy tylko wszedłem na ring i spojrzałem na Spinksa, wiedziałem, że muszę ostro na niego ruszyć. Podczas słuchania instrukcji w ogóle na mnie nie patrzył. Czekając na gong, Kevin powiedział mi, że postawił swoją kasę z walki na to, że znokautuję Spinksa w pierwszej rundzie. 
Rozległ się dźwięk gongu i natarłem prosto na przeciwnika. Męczyłem go przez chwilę, a potem wymieniliśmy ciosy i wiedziałem już, że nie jest w stanie mi zagrozić, bo nie czułem w ogóle jego ciosów. Po minucie dopadłem go przy linach, trafiłem lewym podbródkowym i posłałem na deski prawym na korpus. Był to pierwszy upadek Spinksa w całej jego dotychczasowej karierze. Wiedziałem, że jest już po walce, bo przez cały tydzień nokautowałem sparingpartnerów właśnie uderzeniami na korpus. Spinks upadł po ciosie, który nie wydawał mi się zbyt mocny. 
Wstał jednak, a sędzia doliczył do ośmiu i wznowiliśmy pojedynek. Kilka sekund później Spinks wyprowadził potężne uderzenie, na które odpowiedziałem prawym podbródkowym i walka była skończona. Wróciłem do narożnika z wyprostowanymi ramionami i dłońmi skierowanymi do góry. 
Robili tak wszyscy dawni mistrzowie, bo był to gest skromności, ale ja w myślach i tak uważałem się za najlepszego ze wszystkich. "


niedziela, 11 marca 2018

Achaja - Andrzej Ziemiański









"- Znikąd pomocy - rozległ się tuż obok czyjś głos. 
Meredith o mało nie wpadł do wody. Łódź zachybotała się od jego gwałtownego podskoku, nabierając trochę wody. Tuż obok... Nie, to niemożliwe! Tuż obok po powierzchni wody szedł chłopak z kijem i tobołkiem, ten sam, którego czarownik zostawił na brzegu.
- Znikąd pomocy - powtórzył chłopak. - Nie chcieliście mnie przewieźć, panie chłopi nie chcieli dać mi łodzi. Zresztą po co mi łódź, i tak bym z niej nie skorzystał. No i muszę iść na piechotę.
Meredith z trudem opanował kołyszącą się gwałtownie łódkę. Nie czuł wokół żadnej magii!
- Kim jesteś?
- Nie kim, tylko czym - poprawił go chłopak.
Meredith czuł, że rozszalałe niesamowitym spotkaniem serce uspokaja się trochę.
- No to czym jesteś?
- Oooo... to trudno powiedzieć.
Czarownik zdążył już zapomnieć, jak ciężko rozmawia się z chłopcem.
- Nie jesteś chyba...
- Bogiem?- Chłopak wpadł mu w słowo. - No co wy?
Rozum z was uszedł? - Nie było w nim już poprzedniej udawanej uniżoności, ale perfidnie przez cały czas wydawał się sympatyczny. - Czy ja wyglądam na Boga?
W tej stojącej na powierzchni wody postaci było coś niepokojącego, ale też i miłego, a nawet pociągającego, tak - pociągającego właśnie. Jakiś specyficzny urok emanujący z drobnej sylwetki sprawiał, że wydawała się przyjazna, ale i... groźna.
- A jak cię zwą?
- Mnie? No... Różnie. - Chłopak zrobił zabawną minę. - Zależy gdzie.
- Powiesz?
- No mówię, że różnie. Zwą mnie Wielkim Błaznem albo Wielkim Kłamcą, albo Tym, Którzy Przychodzi we Śnie.
"To nie był dobry sen" - powiedział chłop nie tak dawno.
- Ale tak naprawdę nazywam się Wirus.
- Dziwne Imię.
Chłopak przysiadł na brzegu łodzi, a ta ani drgnęła, zupełnie jak by nie obciążono jej żadnym dodatkowym ciężarem.
- Jak możesz chodzić po wodzie? - ciągnął Meredith. - Wokół nie ma żadnej magii.
- Ach! To was tak przestraszyło. - Wirus zerwał się nagle i zrobił fikołka na powierzchni wody, a ta nie zmarszczyła się nawet, zupełnie tak, jakby była kamienną posadzką. Z drugiej strony na lazurowej tafli wyraźnie widać było jego odbicie. - No... to trudno wytłumaczyć.
- Skoro nie chcesz mi odpowiedzieć na żadne pytanie to po co rozmawiamy? 
Wirus roześmiał się głośno. 
- Ależ pytajcie... pytajcie.
- Kim jesteś?
- Och!- Chłopak skrzywił się, jakby odpowiedź miała być rzeczywiście wielkim problemem. - Jestem dziełem Boga."









Gdy mój magiczny świat Trudi Canavan się skończył, zacząłem poszukiwania w celu znalezienia kolejnej świetnej pozycji. Wyszukałem w internecie Achaje, opinie były świetne, dlatego zdecydowałem się im zaufać. Dodatkowo, chciałem aby był to polski pisarz. Dlaczego? Chciałem porównać czy dorównują zagranicznym.


Początek książki ukazuję nam Archentara, króla jednego z siedmiu wielkich książąt Królestwa Troy. Dowiadujemy się, że posiada córkę, Achaję. Nie jest ona,  jak większość córek królów, dziewczyną, która wygląda pięknie na salonach i przy boku rodziców.
Achaja jak na swój młody, 15 letni wiek jest bystra i inteligentna. Posiada umiejętności walki w ręcz, potrafi posługiwać się włócznią czy chociażby strzelać z łuku.

"Achaja potrafiła strzelać z łuku jak chłopak, biegać i pływać jak chłopak, jeździć na koniu jak chłopak, z rozstawionymi nogami, ale... Ale chłopcem raczej nie zostanie. I ta właśnie myśl mąciła spokój wielkiego księcia."

Dodając od siebie, po prostu jest ona świetnym rycerzem w żeńskim wydaniu.

Jej ojciec, pragnący potomka, wychodzi za Asije. Jest ona o rok młodsza od Achai.
Nienawidzi ona córki króla, dlatego gdy nieoczekiwanie dowiaduje się o powołaniu do wojska, które zostało dostarczone do rąk Achentara, jest zachwycona. Za wszelką cenę, postanawia pozbyć się konkurencji.


Drugą postacią, którą będziecie mieli okazje poznać, jest Zaan, stary skryba świątynny.
Kapłani z świątyni Wszystkich Bogów, zauważyli w nim wyższą inteligencje od pozostałych dzieci i mimo niskiego urodzenia, wzięli go na naukę. Jego zamiłowaniem było czytanie, czytał wszystko,zakazane księgi, opowieści co wprowadzało go w głębsze refleksje, marzenia.  Niestety, był również uzależniony od alkoholu. Jego marzeniem było podzielić się wiedzą, której dowiedział się z ksiąg. Wszystko zmienia się w jego życiu, gdy poznaje Siriusa.
Twierdzi on, iż jest błędnym rycerzem, zabijającym smoki, demony i potwory.
Zaan postanawia zostać giermkiem mężczyzny. Jak potoczą się dalej jego losy? Czy był to dobry wybór?



Meredith, jet to trzecia główna postać, którą poznacie.
Jest on czarownikiem. Tak więc, nie zdziwi was to, iż potrafi dostrzegać wydarzenia mające miejsce w przeszłości, sięgając nawet trzech wieków wstecz. - Przełom w jego życiu następuje, gdy spotyka Wirusa. Przedstawia mu się jako dzieło Boga, lecz również jest rzeczą. Dlaczego Wirus odwiedził akurat czarownika?


Kto by się spodziewał, iż polski pisarz, jakim jest Andrzej Ziemiański, postawi tak wysoko poprzeczkę w świecie fantasy? Stworzył świat, w którym nie ma litości, panuje poniżenie, krew, tortury i walka o władze, lecz nie tylko. Znajdziemy tutaj również bardzo dobrze, przemyślaną fabułę. Postaci Zaana i samego Wirusa, są doskonale przemyślane.Jak dla mnie, pomysł,"rzeczy", był strzałem w dziesiątkę. Nie ukrywam, iż nie jest to książka dla wszystkich. Kobiety mogą poczuć się urażone, pisarz nie traktuje ich tutaj w sposób ulgowy, wręcz poniżający. Drugą rzeczą, która może przeszkadzać, jest wulgarne słownictwo. Jeśli mimo tego, nie przeszkadzają wam te elementy, śmiało czytajcie. Mam nadzieje że choć trochę, was zainteresowałem.

Dawajcie znać w komentarzach, czy czytaliście i jakie są wasze odczucia. Chętnie je poznam!



 "Pewien mędrzec powiedział, że człowieka nie można uczynić bardziej wolnym niż jest sam z siebie. Żaden las, żadne więzienie nie uczyni nikogo bardziej lub mniej wolnym niż był przedtem."


                                                 Moja ocena:7/10                                                
 liczba stron:688
Wydawnictwo: Fabryka Słów









czwartek, 8 lutego 2018

Miasteczko Salem - Stephen King

"Nie zapalając światła, Matt wchodził powoli po schodach, pamiętając o ominięciu szóstego stopnia, który skrzypiało. Dłoń, w której ściskał krzyż, była spocona i śliska. 
Dotarłszy na piętro, odwrócił się bezszelestnie i obrzucił spojrzeniem krótki korytarzyk.Drzwi pokoju gościnnego były uchylone, choć doskonale pamiętał, że je zamknął. Z dołu dobiegał monotonny szmer głosu Susan.
Stawiając ostrożnie stopy, ruszył przed siebie korytarzem i po chwili stanął przed drzwiami. Oto kwintesencja wszystkich ludzkich lęków, pomyślał. Ciemność i tajemniczo uchylone drzwi.
Pchnął je drżącą dłonią.
Na łóżku leżał Mike Ryerson.
Przez okno wpadało światło księżyca, zamieniając pokój w srebrzystoszarą kałużę snu. Matt potrząsnął głową, jakby chciał odzyskać jasność widzenia. Miał wrażenie, że nagle cofnął się w czasie do ostatniej nocy. Za chwilę zejdzie na dół i zadzwoni do Bena, który jeszcze nie trafił do szpitala...
Mike otworzył oczy.
Przez chwilę błyszczały w świetle księżyca, srebrne z krwistoczerwonymi obwódkami i puste niczym starannie wytarte tablice. Nie sposób było w nich dostrzec żadnej ludzkiej myśli ani uczucia. "Oczy są oknami duszy" - powiedział Wordsworth. Jeśli tak było w istocie, to przez te okna zaglądało się do zupełnie pustego pokoju. 
Ryerson usiadł na łóżku. Białe prześcieradło zsunęło się z jego piersi i Matt ujrzał wyraźny, świeży szew, wykonany sprawną dłonią lekarza sądowego.
Mike uśmiechnął się, odsłaniając ostre, białe kły. Sam uśmiech polegał wyłącznie na skurczu mięśni twarzy i w żaden sposób nie dotyczył oczy, które pozostały martwe i puste.
- Spójrz na mnie - powiedział bardzo wyraźnie.
Matt zrobił to. Tak, oczy istotnie były całkowicie puste, ale zarazem niezmiernie głębokie. Mógł w nich niemal dostrzec własne miniaturowe, srebrzyste odbicia, zapadając się w ślad za nimi coraz głębiej, tam gdzie zarówno świat, jak i wypełniający go strach traci wszelkie znaczenie...
-Nie! - krzyknął, cofając się o krok i wyciągając przed siebie krucyfiks.
To, co kiedyś było Mike'em Ryersonem, zasyczało, jakby ktoś chlusnął mu w twarz wrzącą wodą, i uniosło ręce w obronnym geście. Matt zmusił się, żeby zrobić krok do przodu, a wtedy Mike zerwał się z łóżka i cofnął w kierunku okna.
- Odejdź! - wyskrzeczał Matt. - Odwołuję swoje zaproszenie!
Ryerson wrzasnął przeraźliwie wysokim, pełnym bólu i nienawiści głosem. Zatoczył się do tyłu, uderzając nogami w parapet okna, i chwiał się przez chwilę, usiłując na próżno odzyskać równowagę.
- Odwiedzę cię, kiedy będziesz spał, nauczycielu!
Przechylił się i wypadł w ciemność z uniesionymi w górę rękami. Białe ciało błysnęło w promieniach księżyca, prezentując w całej okazałości grube, wykonane czarną nicią szwy, układające się na brzuchu i klatce piersiowej w kształt olbrzymiej litery Y."

Mroczny Układ - Dawid Waszak

"Ochroniarz zatrzymał się tuż przed pomieszczeniem, z którego dobiegały odgłosy, i dłonią pokazał mi drogę. Zamarłem, ale pchnął mni...