poniedziałek, 14 października 2019

Metro 2033 - Dmitry Glukhovsky




"Mimo wszystko wciąż stałem pod porzuconą budką, jakbym zwyczajnie czekał, aż nadejdzie moja kolej,, by kupić lody. Chociaż wiedziałem, że nie nadejdzie nigdy.
Byłem sierotą. Byłem sam na całym świecie. 
Widocznie odroczenie wyroku, które otrzymałem, kończyło się właśnie  teraz. 
Niczego nie usłyszałem - te stwory poruszały się zadziwiająco bezszelestnie. 
Zwierzęcą intuicją, którą wyostrza życie w metrze, wyczułem jednak ich obecność i otworzyłem oczy. 
Sfora zdziczałych psów, pokrytych wrzodami i bliznami... Byłem otoczony i przyciśnięty do budki, nie miałem dokąd uciekać, zresztą nie zdążyłbym. 
Patrząc im w oczy, wiedziałem: ani ich nie przestraszę, ani nie oswoję. 
W tamtym czasie powierzchnia nie kipiała jeszcze od całego tego chorego i potwornego życia, które rozmnożyło się tam teraz. Psy miały szczęście, że mnie zwęszyły.
Teraz musiały jak najszybciej mnie pożreć, zanim głód sprawi, że zaczną przegryzać sobie gardła.
- Strzelaj! - zawołał skądś Żeńka. - Masz przecież strzelbę! 
Ocknąłem się, wycelowałem dwururkę w największą bestię i pociągnąłem za spust. Iglica cicho stuknęła. Wystrzału nie było. 
Szarpnąłem za drugi. - niewypał. Widocznie naboje zawilgotniały. 
Przeładować nie było czym..
Jeden z psów odwrócił się w stronę Żeńki. 
- Zmykaj! - krzyknąłem. - Tylko nie biegnij, bo zaatakują cię pierwszego...
I Żeńka zaczął się oddalać - tyłem, nie spuszczając oczu z drapieżników. A ja zostałem i patrzyłem na niego.
- Ja zaraz... Wrócę! Z posiłkami! - wpół krzyczał, wpół mamrotał Żeńka. 
Było zupełnie jasne, że nie zdąży przyprowadzić żadnych posiłków. 
Wiedział to on i ja to wiedziałem.
 Kiedy prosiłem, żeby sobie poszedł, w głowie kołatała mi myśl: a nuż nie ucieknie? A nuż coś wymyśli? A kiedy mnie jednak posłuchał, zrobiło mi się przykro.
Zwierzę, któremu zamierzałem rozwalić łeb pociskiem, zrobiło krok naprzód, zadarło pysku ku gwizdom i ochryple zawyło. Sfora sunęła w moim kierunku, przylegając do asfaltu, gotując się do skoku."

Pan lodowego ogrodu - Tom IV - Jarosław Grzędowicz

"Najpierw poczuliśmy spływający na nas chłód, a potem dziwne mrowienie na skórze, które jeżyło włosy na rękach i karku. Zawod...