środa, 19 lutego 2020

Pan lodowego ogrodu - Tom III - Jarosław Grzędowicz


"Widziałem zwisające rzędem z gałęzi skórzaste tobołki, które wziąłem za gniazda jakichś owadów, a które rozwinęły się w błoniaste skrzydła, ukazując twarze wiszących do góry nogami paroletnich dzieci o skłębionych włosach pełnych śmieci i suchych liści. Stwory chichotały, ukazując ostre zęby, skrzydła rozprostowywały się, widziałem szpony na dziwacznych stopach trzymające gałąź, widziałem dziewczęta o nogach pokrytych cętkowaną sierścią i wijących się ogonach, widziałem twarze, które były naraz ludzkie i przypominające pyski leopardów albo gadów, widziałem kolce, dzioby i niesamowite oczy.
Wszystkie te stworzenia wrzeszczały różnymi głosami a my miotaliśmy się wśród nich, wymachując mieczami i uchylając przed pazurami, szczękami oraz uderzeniami oszczepów. Wyciągały się po nas ramiona i zakrzywione chciwe palce, nasze wierzchowce, kwicząc, stawały dęba. Wokół nas unosiły się istoty małe jak dłoń, o trzepoczących skrzydełkach w smudze mdłego światła, jakby towarzyszyły im roje świetlików, po gałęziach śmigały niemowlęta o wielkich, dzikich oczach, mające jedynie po kilka par rąk, chwytające się błyskawicznie konarów. 
Dużo w tym było ruchu, wrzasku i chaosu i tak się złożyło, że miotając się na tańczących wierzchowcach wywracaliśmy i roztrącaliśmy te istoty, ale wówczas nie zabiliśmy żadnej, a im udało się ściągnąć nas z siodeł."


Trzeci tom pana lodowego ogrodu. Czy okazał się lepszy niż poprzednie dwa? Czy może jednak nie było żadnej różnicy?

Zapraszam do przeczytania mojej recenzji!

Trzecia część łączy ze sobą powoli wszystkie wątki. Zacznijmy dlatego nie od głównego bohatera, lecz od drugiej ważnej postaci. O kim mowa? Filar, władca tygrysiego tronu. Jarosław Grzędowicz, bardziej w tej części skupia się na tej postaci i wyszło mu to na dobre, można powiedzieć, że przyćmiewa on Vuko.

Spokojnie obserwujemy, jak Filar wraz ze swoimi towarzyszami trafia do niewoli, gdzie jego godność jest zabierana z każdym kopniakiem, smagnięciem bata. Dodatkowo jego towarzysze zostają rozdzielenie. Mija czas, jego jedyny pozostały kompan Benkej, tracą wiarę, że uda im się stąd wydostać i wtedy następuje ten dzień. Zostają wykupienie przez wielką Smildrun... Czy może być gorzej, niż było? Otóż tak.. Czy nasz władca straci całkowicie swoją godność i porzuci swój los przeznaczenia?

Czas wrócić do Drakkaiena, który jak wspomniałem, został trochę przyćmiony.
Po odkryciu lodowego okrętu wraz ze swoimi towarzyszami broni, płynie zgodnie z przeznaczeniem.. Do lodowego ogrodu. Po dotarciu na miejsce natrafia na Olafa Fjollsfolina, który jak okazuje się zaginionym puzzlem z układanki misji ratunkowej. Wraz ze zaginionym naukowcem, który zamieszkuje lodowe królestwo, zaczyna układać plan ratunkowy pt. „Ocalić Midgaard” przed zniszczeniem Van Dykena.

Oczywiście Vuko nie płynie przez wszystkie strony łodzią i kreśli plan w notatniku. W międzyczasie możecie spodziewać się również spotkania ze Szkarłatem i kilku innych bitew, wspierany będzie przez cyfral, który... został przeinaczony w piękną wróżkę, brzmi zabawnie, prawda?

Tak jak i w poprzednich tomach, możecie spodziewać się słów ze strony naszego bohatera, które moją osobę zawsze doprowadzają do śmiechu, a także nieoczekiwanych zwrotów akcji, czyli nic innego jak cięty język i mieszanka fińskich przekleństw oraz nawiązań np. do Narnii, Hogwartu oraz wiele, wiele innych.

Autor naprawdę potrafi wykreować świat, który jest po prostu naszpikowany fantastyką. W szczególności świetnie czytało mi się cały wątek doliny „Pani Bolesnej”. Jeszcze chwilka i zacząłbym śpiewać pieśń „Porque te vas.” Wykreowane postacie? Moje szare komórki radowały się, czytając każdą stronę i analizując, jak może wyglądać taka postać w rzeczywistości, nie oddawały tego aż tak rysunki, a zasługują one również na wielką pochwałę dla ilustratora. Poczułem się prawie jak w Narnii, lecz mroczniejszej, nietuzinkowej.

Nowe postacie zasługujące na wyróżnienie, że tak ładnie to nazwę to:

Smildrun-Osobiście? Irytowała mnie, ale potrzeba było tej książce kogoś takiego. Z początku, nie oglądając ilustracji wyobrażałem ją sobie jako Brienne z Thartu z gry o tron. Po przelaniu fantazji na szkic przez ilustratora, stwierdziłem, że się pomyliłem... aż za bardzo.
 Pełna emocji postać. Czy piękna, czy nie, zostawię dla was, bo gustach się nie dyskutuje!

Fjollswinn-Zawsze robią na mnie wrażenie postacie wyuczone, typu filozofowie, alchemicy czy innego typu osobistości. Tak było również w tym przypadku. Ciekawa pod względem ogólnego zarysu oraz dosłownie głowy. Więcej nie zdradzę, szkoda by było waszego lekkiego szoku. Dodatkowo moim zdaniem jest to tajemnicza postać, zobaczymy czy mój umysł się nie myli co do niego.

Minusów w moim mniemaniu nie ma. W tej części nie liczy się ilość a jakość, a tutaj jej nie brakowało.

Po czym poznaje zawsze świetną książkę fantasy? Po tym, że gdy ją odłożę ona jak by mnie woła i muszę tam wrócić.  Tak i jest z „Panem lodowego ogrodu”.

Kto nie czytał powyższego tomu, radzę nadrobić.
A jak wasze wrażenia moliki? :)


Moja ocena: 9/10
Liczba stron: 512
Wydawnictwo: Fabryka Słów


"Każdy tkwi wewnątrz własnej głowy, wśród tego, co zrozumiał i zobaczył, i co pozostaje zamknięte przed innymi."





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pan lodowego ogrodu - Tom IV - Jarosław Grzędowicz

"Najpierw poczuliśmy spływający na nas chłód, a potem dziwne mrowienie na skórze, które jeżyło włosy na rękach i karku. Zawod...