środa, 23 maja 2018

Uwikłanie - Zygmunt Miłoszewski






" - Będzie mnie pan próbował przekupić czy zastraszyć? - spytał Szacki, kiedy wrócili do stolika.
Punkt dla niego.  Jeśli milczał tak długo, bo zastanawiał się takiego początku. 
Musiał się teraz trochę wycofać, a to od razu go stawiało na gorszej pozycji. Rucola wydała mu się bardziej gorzka niż zwykle.
- Widzę, że lubi się pan ubierać schludnie - powiedział, wskazując na jego garnitur.
- Wolę określenie: elegancko.
Uśmiechnął się.
- Elegancja zaczyna się od dziesięciu tysięcy. Pan jest schludny.
- A więc łapówka. Prawdę mówiąc, od jakiego czasu jestem ciekaw, ile mi zaproponujecie. Więc może proszę sobie darować te wstępy i wymienić kwotę. Będziemy wiedzieć, na czym stoimy, jeszcze zanim przyniosą makaron. 
Drugi punkt. Albo z nim pogrywa, albo faktycznie chodzi mu o pieniądze. Czyżby to było aż tak proste? Tyle już wiedział o prokuratorze Szackim, że zapomniał, iż jest on źle opłacanym urzędnikiem państwowym, równie łasym na kasę jak wszyscy inni.
Czuł się rozczarowany, ale faktycznie można załatwić całą sprawę przed makaronem.
[...] Teodor Szacki odsunął krzesło. 
Wyjął z kabury pod pcahą niewielki pistolet, fabrycznie wyposażony w tłumik, i przyłożył mu do serca. 
- Siadaj - szepnął.
Szacki pobladł, ale poza tym trzymał fason. Wolno przysunął krzesło do stolika.
- Nie wiem, jak bardzo jest pan szalony - powiedział spokojnie. - Ale chyba nie na tyle, żeby sprzątnąć mnie przy świadkach.
- A co - zapytał tamten, uśmiechając się łagodnie - jeśli tutaj nie ma żadnych świadków? Co, jeśli są tutaj jedynie moi ludzie?
Jak na komendę parka obcokrajowców, facet w lnianej koszuli i dwóch biznesmenów podniosło głowy i pomachało wesoło Szackiemu. Prokurator obejrzał się w stronę baru. Kelner pomachał mu tak samo jak tamci. "







Zygmunt Miłoszewski. Nie znałem jego twórczości, widywałem tylko jego nazwisko przemierzając półki z książkami w księgarniach. Dostałem tę pozycję na zakończenie roku szkolnego od wychowawczyni Pani Danuty, jeszcze raz serdecznie dziękuje! 



Każdy rozdział zaczyna się od opisu wydarzeń ze świata. Ten detal sprawia, że książka  sprawia wrażenie akt sprawy, które dostaliśmy do przeczytania.

Początkowe śledztwo zaczyna się od zabójstwa w klasztorze podczas terapii grupowej, lecz jest ona inna. Natomiast ciało zostaje znalezione przez uczestników owej terapii.

Do sprawy zostaje przydzielony prokurator, Teodor Szacki. Jest on naszą główną postacią z którą mamy do czynienia. Jak można domyślić się, ze podanego fragmentu jego kolegą, który będzie pomagał rozwikłać mu sprawę będzie Oleg Kuzniecow, policjant oraz nikt inny jak nasza wieloletnia intuicja naszego prokuratora.

"Teodora Szackiego obudziło to, co zwykle budziło go w niedzielę.
Nie, nie był to kac, pragnienie, potrzeba wysikania się, jaskrawe słońce, które przenika przez słomiane rolety, ani deszcz bębniący o daszek nad balkonem. Był to Helcia, jego siedmioletnia córka, która wskoczyła na Szackiego z takim impetem, że ikeowska kanapa zatrzeszczała. 
[...] Zadzwonił telefon. Hela odebrała. Słuchał rozmowy, idąc do pokoju i wycierając ręce w ścierkę.
- Tata jest, ale nie może podejść, bo zmywa i robi nam jajecznice...
Wyjął córce słuchawkę z ręki.
- Szacki. Słucham?
- Dzień Dobry, panie prokuratorze. Nie chcę pana martwić, ale nie przyrządzi pan dziś nikomu jajecznicy. Chyba że na kolację. - Usłyszał po drugiej stronie znajomy głos Olega Kuzniecowa z komendy na Wilczej, mówiącego ze wschodnim zaśpiewem.
- Oleg, błagam, nie rób mi tego.
- To nie ja, panie prokuratorze, to miasto pana wzywa."


Po przybyciu na miejsce, prokuratorowi ukazuję się mężczyzna w wieku około 50 lat. Jego ciało zostaje znalezione na podłodze, tuż obok łazienki ze wbitym rożnem w oku. Dla Szackiego jest to kolejne śledztwo, natomiast nie wie on, że najtrudniejsze ze wszystkich. Czy nasz prokurator rozwiąże to zaskakujące morderstwo? Można by było myśleć, że mordercą jest któraś osoba z terapii, lecz po głębszej analizie wyda się sekret, który nie powinien wyjść w ogóle na światło dzienne.


Postać Szackiego jest po prostu ludzka. Prowadzi on swoje życie rodzinne, jeżdżąc swoim citroenem do prokuratury w, której wita go szefowa kreująca się na wiedźmę.  Nasz bohater oprócz tego, że nie słynie zamiłowaniem do papierkowej roboty zostaje również kuszony poprzez otaczający go pokusy. Brzmi znajomo? 

Cała książka jest pisana przystępnym pismem, dlatego czyta się ją przyjemnie i szybko pokonując kolejne rozdziały. Miłoszewski napisał kryminał, który nie jest przewidywalny i nie pozwala się oderwać się od śledztwa. Główny bohater nie szczędzi, również docinków podczas śledztwa co spowodowało, że nie raz się uśmiałem. Sam wątek terapii był niekonwencjonalny, nie miałem pojęcia, że coś takiego istnieje. Śledztwo jest zaskakujące, toteż gdy byłem pewien kto jest mordercą zostałem zbity z tropu. Autor pisząc tę książkę, wykonał bardzo dobrą robotę. Widać, że czuję się w tym dobrze. Jedynie dziwnym uczuciem było czytać wiadomości z 2005 roku, gdy już pewne okoliczności się zmieniły, lecz nie sprawia to problemu. Opis miejsc w Warszawie sprawia, że czujemy się jak byśmy przemierzali razem z naszym bohaterem do danego punktu. Osobiście sięgnę po pozostałe części z tej serii, poznając dalsze życie prokuratora Szackiego. Śmiało stwierdzam, że Zygmunt Miłoszewski kupił mnie tą książką i będę śledził jego twórczość na bieżąco.



"Znajomość ludzkiej psychiki to w rękach mordercy najpotężniejsza broń.''

Moja ocena: 7/10
Liczba Stron: 304
Wydawnictwo: W.A.B.




2 komentarze:

  1. Tak samo zawsze przechodziłam obok uprzedzona myślą, że to, co polskie- nudne. Bonda za mną i jestem szczerze zakochana. Miłoszewski brzmi dobrze, więc jak będę miała okazję to zahaczę o jakąś literaturę od niego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mogę ci pożyczyć ;) - No ja tak samo, myliłem się. Nie raz Polski autor bije na głowę zagranicznego.

      Usuń

Pan lodowego ogrodu - Tom IV - Jarosław Grzędowicz

"Najpierw poczuliśmy spływający na nas chłód, a potem dziwne mrowienie na skórze, które jeżyło włosy na rękach i karku. Zawod...