poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Malowany Człowiek- Peter V. Brett











"Demony pojawiały się na całym podwórzu. Jeph stał niczym wmurowany i obserwował, jak jeden
 po drugim dostrzegały kobiety i wyrywały ku nim, zawodząc z radości.
-Puść mnie! - Arlen z całej siły nadepnął na stopę Norine. Kobieta zawyła, a chłopiec jednym szarpnięciem wyswobodził się z jej uścisku. Pochwycił najbliższą rzecz, która mogła służyć za broń - drewniane wiadro na wodę - i wybiegł na podwórze.
- Arlen, nie! - zawołał za nim ojciec, ale chłopak go już nie słuchał. 
Któryś z ognistych demonów, nie większy od sporego kota, wskoczył na plecy Silvy. Kobieta krzyknęła, gdy szpony bestii wyżłobiły głębokie bruzdy w jej skórze. Tył jej sukienki natychmiast przeobraził się w krwawy łachman. Uczepiony pleców Silvy demon zionął ogniem w twarz Marei. Ta wrzasęła przeraźliwie, gdy płomienie objęły jej włosy i stopiły skórę. 
Arlen dopadł do nich sekundę później i z całej siły rąbnął demona wiadrem. Naczynie roztrzaskało się na kawałki, lecz impet uderzenia strącił napastnika z pleców matki. Chłopiec szybko ją złapał, zanim upadła. Zbliżały się kolejne ogniste demony, nieopodal rozpościerały skrzydła demony wichru, a kilka kroków dalej przybierał materialną postać demon skał." 


         Zapraszam was do świata wykreowanego przez Petera V. Bretta w którym po zmroku, nie można czuć się bezpiecznie. Recenzja "Malowanego Człowieka"














Jest 319 rok plagi. Od pierwszych stron, poznajemy głównego bohatera, Arlena Balesa, zamieszkującego w Potoku Tibbeta. Dowiadujemy się że ma jedenaście lat. Początek pokazuje pomoc chłopca w pomocy rodzicom. Muszą oni starannie zabezpieczać swoje domy przed otchłańcami, którzy pojawiają się po zachodzie słońca. Pewnego późnego popołudnia, gdy można było wyczuć zbliżający się deszcz, gdy niebo pociemniało, oznaczało to że potwory, zaczną transformować się wcześniej. Wszyscy szybko pomknęli do domu, świadomi niebezpieczeństwa. Los chciał, żeby ten dzień nie zakończył się normalnie. Co mogło się stać? Otóż w pośpiechu, zapomnieli odwiązać psa. Każdy kto posiada czworonoga, traktuje go jako członka rodziny. Nie zostawilibyście go na pewną śmierć, zgadłem? 


"Już zamykała drzwi, kiedy z zewnątrz dobiegło mrożące krew w żyłach wycie. Wszyscy zamarli.
-Pies - jęknęła, zakrywając usta. - Zostawiłam go przywiązanego do płotu!
- Za późno - stwierdził Jeph. - Zamykaj.
- Co?! - wykrzyknął Arlen z niedowierzaniem i obrócił się na pięcie ku ojcu.
- Wciąż nie ma mgły! - krzyknęła Marea i wybiegła.
- Marea, nie! - Silvy pognała w ślad za nią.
Arlen również dopadł do drzwi, ale Jeph pochwycił go za szelki portek i szarpnął ku sobie.
- Zostań w środku! - nakazał, ruszając na zewnątrz.
Arlen wahał się krótką chwilę. Wybiegł z domu."




Widzicie, nie każdy traktuje swojego psa, jak większość z nas. Wszystko szło gładko, gdy wydawało się że Silvy zdąży, potknęła się i upadła. Pech chciał aby w tym momencie zmaterializował się pierwszy demon. Gdy kobiety wołają o pomoc, co robi Jeph? Nie pomaga. Nadzwyczajnie jest tchórzem. 


"Demony pojawiały się na całym podwórzu. Jeph stał niczym wmurowany i obserwował, jak jeden po drugim dostrzegały kobiety i wyrywały ku nim, zawodząc z radości.

-Puść mnie! - Arlen z całej siły nadepnął na stopę Norine. Kobieta zawyła, a chłopiec jednym szarpnięciem wyswobodził się z jej uścisku. Pochwycił najbliższą rzecz, która mogła służyć za broń - drewniane wiadro na wodę - i wybiegł na podwórze.
- Arlen, nie! - zawołał za nim ojciec, ale chłopak go już nie słuchał. 
Któryś z ognistych demonów, nie większy od sporego kota, wskoczył na plecy Silvy. Kobieta krzyknęła, gdy szpony bestii wyżłobiły głębokie bruzdy w jej skórze. Tył jej sukienki natychmiast przeobraził się w krwawy łachman. Uczepiony pleców Silvy demon zionął ogniem w twarz Marei. Ta wrzasęła przeraźliwie, gdy płomienie objęły jej włosy i stopiły skórę. 
Arlen dopadł do nich sekundę później i z całej siły rąbnął demona wiadrem. Naczynie roztrzaskało się na kawałki, lecz impet uderzenia strącił napastnika z pleców matki. Chłopiec szybko ją złapał, zanim upadła. Zbliżały się kolejne ogniste demony, nieopodal rozpościerały skrzydła demony wichru, a kilka kroków dalej przybierał materialną postać demon skał." 




Nasz główny bohater, mimo młodego wieku, okazuje się być emocjonalnie dojrzalszą osobą od swojego ojca i udaję sie na ratunek.  Z dwojga osób, ratuje tylko swoją matkę, chowając się z nią w zagrodzie. Gdy przed świtem, nasz bohater postanawia się rozejrzeć, i okazuje się, że jest bezpiecznie, udaje się wraz ze swoim ojcem do zielarki, aby ta pomogła jego matce. Niestety, aby została przy życiu, muszą udać się do niejakiej Mey Ffriman, mieszkającej dwa dni drogi stąd, tylko ona może wyleczyć kobietę. Podczas drogi, zostają zmuszeni zatrzymać się w gospodarstwie u Harla. Następnego dnia, gdy wyruszają w dalszą podróż, kobieta umiera. Arlen wdaje się w wymianę zdań  ze swoim ojcem.Ten uderza chłopca w twarz, pod wpływem impulsu. Chłopak ucieka na oślep, nie myśląc o konsekwencjach. Od teraz jest zdany tylko na siebie.



W międzyczasie, poznajemy również trzynastoletnią Leeshe, mieszkającą w zakątku drwali. Zostaje ona przyrzeczona Garedowi Rębaczowi, najprzystojniejszemu chłopakowi w miasteczku. Opisywany jest jako wysoki i muskularny chłopak. Dziewczyna nie jest wspierana przez swoją matkę, Elone, która patrzy tylko i wyłącznie na własną osobę.Jedyną osobą, która przejmuje się córką, jest jej ojciec, Erny.  Poznajemy również starą zielarkę, Brune. Nikt tak naprawdę nie wie,ile ma lat. Na skutek kłótni, nowicjuszka ucieka i mistrzyni zostaje sama. Nasza bohaterka, zostaje zmuszona do pomocy staruszce. Kto by pomyślał, że dzięki temu dniu, relacje tych dwóch bohaterów, połączą się, bardziej niż ktokolwiek by pomyślał?

"Bruna machnęła laską, a Darsy przezornie uskoczyła na bok, ale wtedy wpadła na Leeshę, która ze wszelkich sił starała się być niewidzialna. Obie dziewczyny runęły na ziemię. 
Zielarka wykorzystała okazję, by wymierzyć jeszcze jeden cios. Leesha uskoczyła  na bok, by uniknąć cięgów, ale staruszka nie ją chciała trafić. 
Darsy zasłoniła głowę i krzyczała z bólu, zbierając kolejne razy.
 - Precz! - wrzasnęła Bruna raz jeszcze. - Muszę się zając chorymi!
Darsy szybko wstała, Leesha przez chwilę myślała, że nowicjuszka uderzy mistrzynię, lecz zamiast tego odwróciła się i uciekła, Zielarka puściła w ślad za nią stek wyzwisk. 
Leesha powoli wycofywała się na kolanach,wstrzymując oddech. Gdy już zaczęła mieć nadzieję, że zdoła umknąć, Bruna wycelowała w nią laskę i zaskrzeczała:
- Ty, dzieciaku Elony! Dokończ rozpalanie ognia i ustaw mój trójnóg! 
Z tymi słowami nachyliła się nad rannymi. Leesha nie miała wyboru - musiała spełnić polecenie."


Trzecią główną postacią, jaką poznajmy, jest trzyletni rudowłosy chłopiec. Mieszka on wraz ze swoimi rodzicami, ojcem Jessumem i matką Kally. Runy na zewnątrz domu, zaczynają się zacierać, dlatego Kelly, wysyła męża do Pitera, aby ten nakreślił je na nowo. Jessum więc postanawia go odwiedzić. Podczas spotkania, poznaje Gerakla, posłańca jak również, minstrela, Arricka słodką pieśń. Okazuje się, że został wysłany, by przyjrzeć się wsi przed wizytą księcia Rhinbecka III. Ojciec wraca wraz z posłańcem, który zgodził się sprawdzić runy.


"- Uważaj na Arricka, gdy przebywa blisko twojej żony - Nazywają go Słodką Pieśnią, bo kobietom wilgotnieje między nogami na dźwięk jego głosu. Nie słyszałem też by kiedykolwiek przejął się ślubami małżeńskimi."


Gdy późniejszego wieczoru, wszyscy dobrze się bawili, niespodziewanie do domu, wpadł ogromny skalny demon. Jessum wraz z Geralem, staneli do obrony Kelly i Rojera, natomiast co zrobił minstrel? Uciekł, martwiąc się o siebie, chowając w zejściu w kuchni. Gdy kobieta trzymała chłopca w objęciach, demon wgryzł się w jej ciało, zahaczając o dłonie chłopca. Kelly, nie zastanawiając się, pchnęła Rojera w ramiona Arricka, znajdującego się w skrytce. Na nieszczęście chłopca, palec środkowy i wskazujący znikły, zostały odgryzione przez demona. I tak oto, chłopiec został sierotą, skazany na towarzystwo minstrela. Jak potoczą się losy tych dwojga bohaterów? Przekonajcie się sami.


Świat wykreowany przez Petera V. Bretta, jest nieprzewidywalny i zaskakujący, a sama fabuła ciekawa. Historie bohaterów są przemyślane, co nadaje każdemu z nich unikalnych cech. 
Czytając tę książkę, ani na sekundę się nie nudziłem. Nie jest to skomplikowana fantastyka, dlatego szybko was pochłonie, tak jak to miało w przypadku mojej osoby. Warto dodać, również że w środku, znajdziecie piękne ilustracje, które dodatkowo upiększają książkę. Z czystym sumieniem, bardzo polecam!

"Każde dziecko pewnego dnia musi sobie zdać sprawę, że dorośli również popełniają błędy i okazują słabość, tak jak wszyscy inni. Następnego dnia, czy tego chce czy nie, nie jest już dzieckiem."
                                                                                                Liczba Stron: 504
                                                                                  Wydawnictwo: Fabryka Słów
Moja ocena:10/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pan lodowego ogrodu - Tom IV - Jarosław Grzędowicz

"Najpierw poczuliśmy spływający na nas chłód, a potem dziwne mrowienie na skórze, które jeżyło włosy na rękach i karku. Zawod...