środa, 19 września 2018

Pęknięta Korona - Grzegorz Wielgus





" - Precz mi stąd - nakazał surowo Jaksa.
- Jaki  wygadany jegomość! I jaki mądry.  - Chłop pogroził pasowanemu ciesielskim toporem. - W żałobę się ubrał, to i na własny pogrzeb bez wstydu się zjawi.
- Ratujcie, panie. Zapłacę. - prosił zamknięty w stodole Janko.
- Zawrzyj ryj! - Jeden z synów Mirka grzmotnął siekierą we wrota, aż drzazgi się posypały na klepisko.
- Tak to możesz mówić do swoich krów, i to tylko jak krasule pozwolą. - Jaksa zeskoczył z siodła i dobył miecza, którym natychmiast zatoczył młynka. Powietrze syknęło, przedarte ostrzem. - Do pana to się z szacunkiem odnoś, chamie. Przeproś a rychło, zanim ci gicze obetnę,. żebyś pełzał w oborniku, gdzie twoje miejsce. 
Raz jeszcze po dobroci mówię: idź precz.
Inkwizytor zjawił się w obejściu w porę, by usłyszeć ostatnie słowa Jaksy i zobaczyć, jak Mirko rzucił się na rycerza z nieludzkim warczeniem oraz pianą ściekającą po brudnej twarzy i nierówno rosnącej brodzie. 
- Graj muzyko, graj. - stwierdził z satysfakcją Jaksa. Natychmiast uchylił się przed żeleźcem topora, który przemknął ponad ciemną grzywą włosów. Rycerz kopnął Mirka między żebra, a płazem miecza uderzył w spalony słońcem kark chłopa. - Brzuchem w proch. 
- Nigdy! - Kmieć machnął siekierą na odlew, Jaksa jednak bez wysiłku uskoczył o krok w tył, by natychmiast ruszyć do kontry i odpowiedzieć cięciem z dachu. Lśniąca klinga opadła na głowę chłopa, odejmując mu niemal całe ucho. Rana spłynęła gęstą krwią, tworząc szkarłatną strugę ściekającą po szyi i barkach mężczyzny. 
- Toś oszelmowany, i to wprawnie, nieskromnie dodam - zaśmiał się Jaksa, kierując zbrukany czerwienią sztych ku ciężko dyszącemu mężczyźnie. - Czy teraz posłuchasz mędrszych od siebie?"





Akcja rozgrywa się w Krakowie. Rok 1273. Na samym początku poznajemy rycerza zwanego Jaksa. Odnajduje on zwłoki. Postanawia się udać z tą wieścią do inkwizytora.

"- Jesteś tu ponieważ? - Inkwizytor spojrzeniem przeszył Jaksę na wylot, jakby spoglądał na rzędy cmentarnych krzyży, nie dostrzegając siedzącego na murze mężczyzny. 
- Chciałem osobiście sprawdzić pułapki na ryby - wyjaśniał pasowany z tajemniczym uśmieszkiem, wciąż bawiąc się owocem. - Ale znalazłem ciało i cały zamysł diabli wzięli. 
- Jakby podmyło jakiś cmentarz i znalazłbyś nieboszczyka, nie kłopotałbyś mnie, tylko grabarza. - Mimo sceptycznej reakcji w chłodnych oczach inkwizytora błysnął ognik zainteresowania. - Mówże Jaksa, nie błaznuj.
- Widzę, żeś nie w humorze na krotochwile, braciszku. - Rycerzu gryzł jabłko. - Na trupach się znam, więc stawiam głowę, że nieboszczyk zeszłonocny, a nie topielec. Łeb szlachecki, patrząc po włosach, uduszony i bez palców u lewej dłoni. Na dodatek twarz okaleczona tak szpetnie, że nie sposób powiedzieć kto zacz." 

Oprócz owej dwójki bohaterów poznajemy jeszcze niejakiego Lamberta. Razem postanawiają rozwikłać zagadkę morderstwa.

Dlaczego postanowiłem przeczytać tę książkę? Kocham fantastykę w każdej postaci, dlatego długo się nie zastanawiałem.

Autor łączy tutaj fantastykę z wątkiem kryminalnym. Dodatkowo jest to owiane nutą humoru i wątkami historycznymi, które są dodatkowym plusem w tego typu powieściach. 
Sam pomysł na osadzenie akcji w Krakowie jest ciekawym zabiegiem, niestety ciężko było mi przebrnąć przez to. Osobiście wole, gdy akcja dzieje się w innym kraju, miastach. Dodatkowo język również wprowadzał tutaj małego chaosu podczas czytania. 

Fabuła. Mimo że na początku podobało mi się wszystko, później to spowolniło i akcja toczyła się niczym powolny galop. Dodatkowo zabrakło mi tutaj czegoś, co zawsze wzbudza więcej emocji i pompuje krew do naszego serca szybciej. Adrenaliny i nieprzewidzianych zwrotów akcji. 

Bohaterowie mają swój unikalny charakter. Gotfryd, nie jest to idealny  duchowny. Jaksa, rycerz, który potrafi w odpowiednich momentach zachować chłodną głową, lecz bywa porywczy. 

Okładka książki jest świetna! Przyciąga wzrok od samego początku.
Osobiście mimo że książkę czytałem długo, jak na taką ilość stron to polecam przeczytać. Mimo iż nie wszystko mi w niej odpowiadało,to może przypaść do gustu w całości. 


"Słowa są cenne. Dysponuj nimi mądrze"

Moja ocena: 5/10
Liczba Stron: 240
Wydawnictwo: Initium


czwartek, 6 września 2018

Runa - Vera Buck








"Z oddali aparatura zamocowana na ciele dziewczyny wyglądała jak wieża wiertnicza do wydobywania ropy naftowej. Jori kiedyś widział taką na plakacie reklamującym amerykańskie lampy. Wolną lewą ręką Charcot zaczął kręcić przy górnym podnośniku urządzenia, metalowa pałka obniżyła się o kilka centymetrów. Spod maski dobiegł jęk.
- Jeśli chcemy zobaczyć gwałtowny atak, a do tego dążymy podczas naszego pokazu, nacisk prasy musi być odpowiednio duży. Jak bowiem wiemy, gwałtownie pchnięcia wywołują u kobiet jeszcze większy efekt. (...) Wszyscy wpatrywali się w wiertło, które wbijało się w brzuch dziewczyny na głębokość pięści. A potem wszystko wydarzyło się błyskawicznym tempie. Ciało dziewczyny podskoczyło do góry tak gwałtownie, jakby otrzymała cios pięścią w plecy, a jednocześnie wieża wiertnicza przytrzymywała ją na materacu.
- Ataki zaczynają się zawsze w  ten sam sposób - bólem, który wywołuje skurcz mięśni. Krtań się zaciska i pacjentka twierdzi, że nie może złapać powietrza. Jeśli zastosowalibyśmy rozwieracz szczękowy, zobaczyliby panowie, że istotnie język stał się wiotki i delikatnie zsuwa się do gardła. Chora nie jest w stanie ani mówić, ani przełykać.
Na wykrzywionej twarzy dziewczyny malował się olbrzymi wysiłek. Włosy kleił się do jej czoła, wpadały do ust i oczu. 

- Teraz obserwujemy tak zwaną fazę epileptoidalną, podczas której skurcze rozchodzą się po całym ciele - Chcot, niczym spokojny narrator, komentował wydarzenia rozgrywając na scenie. - Pacjentka prostuje kończyny, zwija dłonie w pięści i wykręca je do wewnątrz. Patrzy doi góry. Wskutek skurczu mięśnie piersiowych jej ręce zaciskają się z przodu, pacjentka się kuli, jakby chciał przejść przez wąskie drzwi. Następnie rozpoczyna się faza najgwałtowniejszych ruchów, objawiająca się przede wszystkim naprzemiennym rozkładaniem rąk i dociskaniem ich do piersi, taj jakby chora chciała nas mocno uściskać."


Rok 1884. Paryż. Od początku można już poczuć klimat tego roku, jak i poznajemy naszego głównego bohatera. Joriego, lekarza, który postanawia odebrać od ojca chorą pacjentkę, trzymaną w okropnych warunkach.

"Jori przekręcił rygiel. Niedbale zbite z desek drzwi zachybotały się pod dotykiem. Ich zewnętrzna krawędź pozostawiła półokrągłe zadrapanie na podłodze. , do której przywarły wyschnięte królicze odchody. Zmrużył oczy i zajrzał w mrok, lecz nawet teraz widział nie więcej niż niewyraźny kształt ciała przytulonego do bocznej ścianki, nagą stopę i włosy. Jeden z kosmyków przyczepił się do chropowatego otworu po sęku. Chora pewnie osunęła się po ścianie".


Dalsze części książki rozgrywają się głównie w klinice Salpetriere, na oddziale neurologicznym  gdzie swoje pokazy prowadzi doktor Charcot. Przeprowadza on eksperymenty na histeryczkach, uważając, że można takie i inne symptomy wyleczyć. 
Oczywiście nie zaczyna brakować chętnych na takie widowiska, którzy postanawiają przyjechać i poznać szerzej te pojęcia. Można nazwać to skupiskiem lekarzy bez uczuć.

Podczas jednego z wykładów Charcot postanawia przeprowadzić hipnozę na młodej dziewczynce. 
Okazuje się natomiast, że jest ona odporna na jego metody. Długo się zastanawiając, stwierdza, że z mózgu można pozbyć się agresji i halucynacji poprzez wycięcie poszczególnego fragmentu.  W tym momencie publicznie nasz główny bohater Jori, postanawia się podjąć operacji na pacjentce. 

" Profesorze! - Jori zerwał się z krzesła, już w kolejnej sekundzie przerażony własną zuchwałością. Przerwał Charcotowi. Nikt nigdy nie przerwał doktorowi Charcotowi! I po co wstał? Spojrzało na niego sto par oczu. (...) 
- Ja... j-jeśli pan pozwoli, pragnę zmierzyć się z p-przypad-kiem tej dziewczynki aby napisać pracę o... tak... o t-tej dziewczynce i... eee... wyjątkowej metodzie jej leczenie, nad która. m- można powiedzieć, już p-pracuję. "


Oprócz Joriego poznajemy jeszcze jego przyjaciela Paula i jego siostrę Pauline. Dodatkowo jesteśmy świadkami innych bohaterów takich jak Gerard, Lecoq, Frederic, Maximie. Każdy z nich ma swój charakter i życie, natomiast nie wiedzą, że ich losy prowadzą ku jednemu wydarzeniu w mieście. 


Czy mężczyzna wyleczy dziewczynę? Przekonajcie się sami! 


Pierwszy raz czytam taką literaturę. Już pierwsze strony otwierają nam  drzwi, z których wylewa się zło, brak uczuć i chęć osiągnięcia sukcesu nie zważając na uczucia drugiego człowieka. Jest to bardzo mocna książka, dla ludzi o mocnych nerwach. 

Bohaterowie mają wręcz w dosadny sposób wykreowane swoje charaktery. Bardzo dobrze dlatego wpasowują się w treść fabuły, tworząc ją dodatkowo przerażającą. Poznajemy również ich przeszłość, dlatego możemy ocenić, co może kierować ich zachowaniami. Dodatkowo postać runy wywołuje przerażenie niczym rodem z horroru.  Duży plus dla autorki. 

Jeszcze trochę nawiązując do fabuły, klimat w tym miejscu jest naprawdę przerażający, mroczny. Patrząc na te wydarzenia, będąc w książce, widziałem wszystko przez czarno białe okulary. Tutaj nie znajduje się ani grama koloru. Zabiegi typu karmienie lejkiem osoby tak, żeby jedzenie trafiało do żołądka. Dokładne opisy doktora Charcota,  wystawiały moje nerwy na próbę z każdym pokazem, kolejną stroną. 

Nigdy nie sądziłem, że jakaś książka może tak przerażać, a jednocześnie smucić. Pomyśleć, że takie zabieg mogły się odbywać w rzeczywistości. Mamy tutaj elementy grozy, thrillera psychologicznego , a nawet kryminału. Brzmi świetnie, prawda? 


Oprócz świetnego potencjału, który autorka myślę, że posiada po pewnym czasie tak jak w moim przypadku, byłem znużony. Nie raz ciężko było mi przebrnąć przez strony dlatego moja ocena będzie niższa. Jestem ciekaw co następnego wyda Vera Buck. Z pewnością sięgnę po jej koleją pozycje, lecz prawdopodobnie przed czytaniem obok kawy, postawie sobie melisę. 

Polecam przeczytać. Oczywiście osobą o mocnych nerwach.

Czytaliście? Jak wasze odczucia? 
       
Moja ocena: 6/10
Liczba Stron:592
Wydawnictwo: Initium

"Nie chcę się wyrażać na ten temat zbyt stanowczo.
Drogi tego, co się dzieje w mózgowiu, są liczne i zawiłe. 
Sprawy niekoniecznie muszą się przedstawiać tak, jak je sobie wyobrażamy. Nie może nas to jednak powstrzymać przed tym, byśmy przynajmniej próbowali je przedstawiać"






Pan lodowego ogrodu - Tom IV - Jarosław Grzędowicz

"Najpierw poczuliśmy spływający na nas chłód, a potem dziwne mrowienie na skórze, które jeżyło włosy na rękach i karku. Zawod...