Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 stycznia 2022

Virion. Adept - Andrzej Ziemiański



"Przyjął postawę bojową w szerokim rozkroku, ze skośnie uniesionym mieczem. Taki układ nie dawał pola manewru i właśnie niwelowaniu tej niedogodności służyć miała osłona kompana z tyłu. Za to postawa ta gwarantowała pewne oparcie i stabilizację dla ciała. Była idealna do tego, co zamierzał zrobić. Kiedy bandyci pojawili się nareszcie w sieni, Ure zaczął ich kosić szerokimi zamachami, jak upiorny żniwiarz. To nie była zwykła walka. To nawet nie była rzeź. On po prostu zbierał krwawe plony ze swojego pola. 

W przeciwieństwie do kosy, która umożliwiła tylko jeden kierunek cięcia, miecz pozwalał na naprzemienne ruchy. Raz w lewo, raz w prawo i znowu. Raz, dwa, raz, dwa, raz...

Przeciwników ubywało w zastraszającym tempie. Może dwóm tylko zaświtał w głowach pomysł na jakiś manewr. Rycerz chroniący plecy dowódcy nie napracował się dzisiaj. Chciał więc nadrobić popisem kunsztu, wysyłając dwie głowy szybkim lotem ku ścianom, gdzie zabarwiły pobielaną powierzchnię krwawymi plamami."

sobota, 11 grudnia 2021

Virion.Obława - Andrzej Ziemiański

 

"Virion natarł na niego, ale tamten nie zrobił nawet ruchu. No, może ledwie zauważalnie przesunął się lekko w bok. Klinga broni Viriona świsnęła najwyżej o grubość palca od twarzy przeciwnika. Jednak nie wywołało to w nim żadnej reakcji. Ani drgnięcia, okrzyku czy choćby zmarszczenia brwi. 

- Poddaj się - powiedział tamten spokojnie. Beznamiętnie nawet. Zupełnie jakby wcaleni nie toczyli właśnie boju na śmierć i życie. 

Virion ponownie uniósł miecz. Tym razem oburącz nad głową. Ostrze zatoczyło koło i opadło tak samo jak poprzednio, nie robiąc na przeciwniku najmniejszego wrażenia. Jedynie uchylenie się na bok było o jakieś pół palca głębsze niż przedtem. 

Ashleon, który został z tyłu, bez słowa osunął się na ziemię. Kilku żołnierzy oddzieliło Viriona od dziewczyny. Skupieni byli na niej, ignorując zupełnie kogokolwiek innego. Jedyną przeszkodą pozostawał więc ten tajemniczy mężczyzna z twarzą owiniętą chustą.

- Poddaj się - powtórzył właśnie - Nie zabiję cię, uwierz.

- Won!

Virion wyprowadził pchnięcie. Tym razem przeciwnik przyjął je na miecz, poprowadził swoje ostrze wzdłuż klingi Viriona i delikatnie odepchnął je na bok."

wtorek, 30 listopada 2021

Szklany Tron - Sarah J. Maas

"Celaena złapała kij w obie ręce i zablokowała uderzenie. Napierała bezlitośnie, ignorując skrzypienie drewna, aż w końcu odepchnęła mężczyznę, zakręciła się i ugodziła go z całej siły kijem w tył głowy. Zabójca zachwiał się, ale znów nie stracił równowagi. Zdyszany, otarł zakrwawiony nos. Jego oczy błyszczały nienawiścią, a ospowatą twarz wykrzywił złowrogi grymas. Zaszarżował, chcąc pchnąć ją ostrzem prosto w serce. Dziewczyna od razu wiedziała, że napastnik biegnie zbyt szybko, aby mogła go zatrzymać. Przykucnęła w ostatniej chwili. Ostrze przemknęło tuż nad jej głową, a wtedy poderwała się i podcięła przeciwnika. "

niedziela, 21 listopada 2021

Virion. Wyrocznia - Andrzej Ziemiański

 


"Trzask miażdżonej kości wstrząsnął Virionem, Odskoczył znowu na bezpieczną odległość, sądząc, że przeciwnik albo upadnie, albo wariując z bólu, zrobi coś głupiego. Nic z tych rzeczy. Nawet nie mógł sobie wyobrazić, że ktoś może być aż tak odporny na ból. Patrzył, jak tamten stoi, dysząc ciężko. Mimo chrapliwego oddechu widać było, że nie odpuści. Że jakaś zimna furia bierze nad nim władzę, nie mając jednak ani trochę władz umysłu. Był to bardzo groźny widok.

Strach coraz bardziej paraliżował Viriona. Nie miał pojęcia, co powinien teraz zrobić. Twarz, a właściwie morda przeciwnika nie wyrażała niczego poza nieprzejednaną żądzą odwetu. Virion miał wrażenie, że stoi naprzeciw dzikiego zwierzęcia. Rannego, nieobliczalnego wściekłego do granic możliwości. "

poniedziałek, 16 marca 2020

Pan lodowego ogrodu - Tom IV - Jarosław Grzędowicz




"Najpierw poczuliśmy spływający na nas chłód, a potem dziwne mrowienie na skórze, które jeżyło włosy na rękach i karku. Zawodzenie konchy umilkło, za to na szczytach wszystkich wież pojawiły się dziwne niebieskawe ogniki, jak błędne ognie na bagnach. Zewsząd dobiegało dziwne brzęczenie
, a za moment ze wszystkich baszt w niebo wyprysnęły cienkie błyskawice, skacząc to tu, to tam, trzeszcząc i strzelając prosto w wiszącą nad miastem chmurę. Poczułem zabobonny lęk, mimo że słyszałem, jak Ulf mówi, iż to sztuczki robione przez Fjollsfinna, ale to, co się działo na niebie, było zbyt dziwne i ogromne. Zwłaszcza że po chwili wszystkie błyskawice zaczęły bić w to samo miejsce, tworząc ogromną kule błękitno - srebrnej poświaty, z której nagle, jak spod tafli wody, wyłoniła się olbrzymia twarz kobiety z koroną gałęzi nad głową. "

środa, 19 lutego 2020

Pan lodowego ogrodu - Tom III - Jarosław Grzędowicz


"Widziałem zwisające rzędem z gałęzi skórzaste tobołki, które wziąłem za gniazda jakichś owadów, a które rozwinęły się w błoniaste skrzydła, ukazując twarze wiszących do góry nogami paroletnich dzieci o skłębionych włosach pełnych śmieci i suchych liści. Stwory chichotały, ukazując ostre zęby, skrzydła rozprostowywały się, widziałem szpony na dziwacznych stopach trzymające gałąź, widziałem dziewczęta o nogach pokrytych cętkowaną sierścią i wijących się ogonach, widziałem twarze, które były naraz ludzkie i przypominające pyski leopardów albo gadów, widziałem kolce, dzioby i niesamowite oczy.
Wszystkie te stworzenia wrzeszczały różnymi głosami a my miotaliśmy się wśród nich, wymachując mieczami i uchylając przed pazurami, szczękami oraz uderzeniami oszczepów. Wyciągały się po nas ramiona i zakrzywione chciwe palce, nasze wierzchowce, kwicząc, stawały dęba. Wokół nas unosiły się istoty małe jak dłoń, o trzepoczących skrzydełkach w smudze mdłego światła, jakby towarzyszyły im roje świetlików, po gałęziach śmigały niemowlęta o wielkich, dzikich oczach, mające jedynie po kilka par rąk, chwytające się błyskawicznie konarów. 
Dużo w tym było ruchu, wrzasku i chaosu i tak się złożyło, że miotając się na tańczących wierzchowcach wywracaliśmy i roztrącaliśmy te istoty, ale wówczas nie zabiliśmy żadnej, a im udało się ściągnąć nas z siodeł."


wtorek, 12 listopada 2019

Pan lodowego ogrodu - Tom II - Jarosław Grzędowicz




"Widziałem biegnącą kobietę, ale gnającą tak szybko i płynnie, jak nie jest dane żadnemu człowiekowi. Trudno było nadążyć za nią wzrokiem, lecz nie wiedziałem, dlaczego jej widok wydaje mi się przerażający. Zupełnie jakbym patrzył na potwornego demona.
Kobieta o skołtunionych włosach i skórze świetliście białej niczym brzuch piskorza pędziła przed siebie, a jak unosiłem się nad nią na podobieństwo ducha. Przeskoczyła jednym susem zwalone drzew i przypadła na chwile do ziemi, węsząc jak pies. A potem zadarła głowę do góry i wydała z siebie przeraźliwy wrzask, Brzmiał jak ryk bawołu, zew skalnego wilka i upiorne zawodzenie morskich stworów naraz.
Zobaczyłem, że jej wygięty grzbiet nagle z trzaskiem porósł rzędem kolców wyglądających niczym bełty strzał, wyrastających z każdego kręgu, z palców wystrzeliły zakrzywione w haki szpony, włosy przypominały raczej kolce jeżozwierza. Znowu zawyła, unosząc białosiną, trupią twarz o strasznych, lśniących oczach zatopionych w czerni oczodołów. Spod jej rozciągniętych niemożliwe warg, wychyliły się błyskawicznie dwa rzędy krzywych, potężnych zębów.

[...] Strażnik uniósł hucząca pochodnię w górę, później do przodu, drugą ręką ujmując rękojeść. 
Ostrożnie wszedł między krzaki, przesuwając na boki ramię z płonącym łuczywem. 
Drugi wartownik kierownik strzałę tam, gdzie padało światło. Obaj poruszali się ostrożnie i cicho, nie wchodząc sobie w paradę i pilnując nawzajem swoich pleców. 

[...] Upiorna kobieta wystrzeliła z krzaków jak tygrys. 
Prosto w ich twarze. Ostre, wściekłe bzyknięcie strzały, huk lecącej w górę pochodni i zgrzyt dobywanego miecza zlały się w jeden dźwięk. 
A potem rozległ się jeszcze stłumiony krzyk i chrupot kości. Na białe, gładkie zbocze wzgórza bryznęła krew, zanim pochodnia spadła na ziemię."


poniedziałek, 14 października 2019

Metro 2033 - Dmitry Glukhovsky




"Mimo wszystko wciąż stałem pod porzuconą budką, jakbym zwyczajnie czekał, aż nadejdzie moja kolej,, by kupić lody. Chociaż wiedziałem, że nie nadejdzie nigdy.
Byłem sierotą. Byłem sam na całym świecie. 
Widocznie odroczenie wyroku, które otrzymałem, kończyło się właśnie  teraz. 
Niczego nie usłyszałem - te stwory poruszały się zadziwiająco bezszelestnie. 
Zwierzęcą intuicją, którą wyostrza życie w metrze, wyczułem jednak ich obecność i otworzyłem oczy. 
Sfora zdziczałych psów, pokrytych wrzodami i bliznami... Byłem otoczony i przyciśnięty do budki, nie miałem dokąd uciekać, zresztą nie zdążyłbym. 
Patrząc im w oczy, wiedziałem: ani ich nie przestraszę, ani nie oswoję. 
W tamtym czasie powierzchnia nie kipiała jeszcze od całego tego chorego i potwornego życia, które rozmnożyło się tam teraz. Psy miały szczęście, że mnie zwęszyły.
Teraz musiały jak najszybciej mnie pożreć, zanim głód sprawi, że zaczną przegryzać sobie gardła.
- Strzelaj! - zawołał skądś Żeńka. - Masz przecież strzelbę! 
Ocknąłem się, wycelowałem dwururkę w największą bestię i pociągnąłem za spust. Iglica cicho stuknęła. Wystrzału nie było. 
Szarpnąłem za drugi. - niewypał. Widocznie naboje zawilgotniały. 
Przeładować nie było czym..
Jeden z psów odwrócił się w stronę Żeńki. 
- Zmykaj! - krzyknąłem. - Tylko nie biegnij, bo zaatakują cię pierwszego...
I Żeńka zaczął się oddalać - tyłem, nie spuszczając oczu z drapieżników. A ja zostałem i patrzyłem na niego.
- Ja zaraz... Wrócę! Z posiłkami! - wpół krzyczał, wpół mamrotał Żeńka. 
Było zupełnie jasne, że nie zdąży przyprowadzić żadnych posiłków. 
Wiedział to on i ja to wiedziałem.
 Kiedy prosiłem, żeby sobie poszedł, w głowie kołatała mi myśl: a nuż nie ucieknie? A nuż coś wymyśli? A kiedy mnie jednak posłuchał, zrobiło mi się przykro.
Zwierzę, któremu zamierzałem rozwalić łeb pociskiem, zrobiło krok naprzód, zadarło pysku ku gwizdom i ochryple zawyło. Sfora sunęła w moim kierunku, przylegając do asfaltu, gotując się do skoku."

wtorek, 5 lutego 2019

Otchłań - Księga I - Peter V. Brett






" Ciało demona zaczynało zatracać kształty, a kończyny trzymające Ashię zwiotczały. 
 Wojowniczka targnęła się i zdołała uwolnić, a wtedy złapała za włócznię i zaczęła go kłuć i rąbać, wykorzystując to, że potwór nie dawał już rady regenerować obrażeń. 
Naraz za jej plecami strzeliła magia i rozległ się wrzask. Któryś z demonów rzucił się na Kajiego i oszołomiony odbił od bariery, a chłopiec zatoczył się i usiadł na pupę.
- Biegnij! - krzyknął Briar.
Kaji zaczął płakać, i zaraz przestał na widok nadbiegającej Ashii.
- Mama! - zawołał.
Znów się podniósł, tym razem z większą łatwością, i wyciągnął ku niej rączki. Ashia wskoczyła w krąg i wreszcie mogła go przytulić.
-Synku! Synku mój! Już jestem z tobą! - Ucałowała jego główkę. - Już jestem przy tobie!
Wepchnęła Kajiego w nosidełko i zarzuciła je sobie na plecy. Przekręciła drzewce ocalałej włóczni i przedłużyła ją o połowę, po czy złapała tarczę. 

[...]Zmiennokształtny zdołał już się poderwać , a wtedy Briar cisnął jakimś woreczkiem prosto w rozwartą paszczę. Demon kłapnął szczękami. Zawartość sakiewki eksplodowała kłębami proszku zmielonego lubczyku. 
Ashia cięła potwora po gardle, a Briar przetoczył się w dół zbocza, by złapać własną włócznię.
Miejsce zabitych demonów zajęły następne. Briar cisnął włócznią i przygwoździł do ziemi jednego, który gnał prosto na Ashię i Kajiego, a potem poderwał broń zagubioną przez wojowniczkę i wbił ją w plecy zmiennokształtnego. "




wtorek, 6 listopada 2018

Krabat - Otfried Preussler





"Burza się przybliżała, uderzenie wiatru zatrzęsło z brzękiem szybami okien, gdzieś błysnęło. Nieznajomy wydął wargi i splunął na stół. 
I już w miejscu, gdzie splunął, siedziała czerwona mysz.
- Teraz, młynarzu, spluń z kolei ty, jeśli możesz!
I Mistrz wypluł na stół czarną mysz, jednooką jak on sam. Myszy zaczęły okrążać się nawzajem na chyżych łapkach, jedna usiłowała ugryźć w ogon drugą, czerwona czarną, a czarna czerwoną. Już czarna miała ukąsić, gdy nagle nieznajomy prztyknął palcami. Tam, gdzie przed chwilą jeszcze przycupnęła czerwona mysz, czaił się teraz gotowy do skoku czerwony kocur. Momentalnie również czarna mysz przedzierzgnęła się w czarnego jednookiego kota. Groźnie parskając oba kocury natarły na siebie z wyciągniętymi pazurami. Cios łapą, ugryzienie i znowu cios!
Czerwony kocur celował w jedyne oko czarnego. Prychając, rzucił się na niego. Niewiele brakowało, a byłby mu je wydrapał.
Teraz prztyknął palcami Mistrz i już na miejscu czarnego kota siedział czarny kogut. Bijąc skrzydłami i uderzając dookoła siebie dziobem i szponami, rzucił się na czerwonego kota z taką wściekłości, że ten cofnął się z przerażenie, ale niedaleko, bo teraz z kolei prztyknął palcami młynarczyk.
I już na stole stały naprzeciwko siebie dwa koguty z nabrzmiałymi ze złości grzebieniami i nastroszonymi piórami: czerwony i czarny.
Za oknami szalała burza, ale nie rozpraszało to uwagi młynarczyków. Pomiędzy kogutami rozgorzała dzika walka. Nagle trzepocząc skrzydłami, zwarły się ze sobą; niczym grad padały ciosy dziobem i uderzenia ostrogą z jednej i drugiej strony, zasłaniały się skrzydłami, że aż pióra sypały się wśród wściekłych wrzasków i skrzeków.
Wreszcie czerwonemu kogutowi udało się wskoczyć na grzbiet czarnego. Wczepił się szponami w upierzenie przeciwnika, szarpnął je niemiłosiernie i bił z taką ślepą wściekłością dziobem, że aż czarny kogut musiał ratować się ucieczką.
Czerwony kogut gonił za nim przez pół młyna, aż wygnał z Koźlego Brodu."


niedziela, 28 października 2018

Drugi Legion - Richard Schwartz







" - Ujrzał raz chłooooooopak dziewczyyyyynę, o włosach jak słoooooońce złoooootych! Uniósł swój róóóóóg...
- Bogowie, teraz naprawdę zwariował - wyszeptał Armin - Magia spaliła jego nieszczęsny mózg! 
- Spokój tam! - Wrzasnął strażnik.
- Gdy dzieeeewczę róg ów ujrzaaaało, zlękło się i omdlaaało! Wziął chłooopak za rękę jąąąą...
Drzwi otworzyły się nagle i do celi wpadł strażnik z pałką w ręku, wymierzoną do ciosu. Z zaskoczenia nieomal zareagowałem za późno. U jego boku wisiał miecz - jednak nie zwykły miecz, a Rozpruwacz Dusz!
- Do mnie! - zawołałem.
Ostrze wysuneło się z pochwy i wskoczyło do mojej ręki. 
Żelazo zaświeciło blado, a ja poczułem jego radość i podniecenie, kiedy zacisnąłem palce na znajomej rękojeści. Ostrze zatoczyło łuk, jakże typowy dla tej przeklętej broni. Głowa strażnika poleciała w bok, Rozpruwacz Dusz skąpał się we krwi konającego i zanim zdążyłem się obrócić do Armina, by uderzyć po raz drugi, krew już wsiąkła w stal. Tym razem podzielałem jego radość i satysfakcje, nie broniłem się przed nimi, czując jak przepełnia mnie siła Rozpruwacza. 
Armin wytrzeszczonymi oczami wpatrywał się w swoje nadgarstki. Zwykłe żelazo nie stanowiła dla Rozpruwacza przeszkody. 
- Jak widzicie, nie potrzebuję młotka - rzekłem
Powoli podniósł głowę i przełknął ślinę. Wpatrywał się we mnie nieruchomym wzrokiem, a ja wyczytałem w jego oczach strach, trwogę i coś jeszcze. 
- Panie... wasze oczy... - wyszeptał
- Co z nimi?
Leandra zbadała moje oczy, ale nie dało się w nich dojrzeć nic szczególnego, w każdym razie nic, co tłumaczyłoby ślepotę.
Widać w nich srebrne gwiazdy... - Padł przede mną na kolana."

środa, 19 września 2018

Pęknięta Korona - Grzegorz Wielgus





" - Precz mi stąd - nakazał surowo Jaksa.
- Jaki  wygadany jegomość! I jaki mądry.  - Chłop pogroził pasowanemu ciesielskim toporem. - W żałobę się ubrał, to i na własny pogrzeb bez wstydu się zjawi.
- Ratujcie, panie. Zapłacę. - prosił zamknięty w stodole Janko.
- Zawrzyj ryj! - Jeden z synów Mirka grzmotnął siekierą we wrota, aż drzazgi się posypały na klepisko.
- Tak to możesz mówić do swoich krów, i to tylko jak krasule pozwolą. - Jaksa zeskoczył z siodła i dobył miecza, którym natychmiast zatoczył młynka. Powietrze syknęło, przedarte ostrzem. - Do pana to się z szacunkiem odnoś, chamie. Przeproś a rychło, zanim ci gicze obetnę,. żebyś pełzał w oborniku, gdzie twoje miejsce. 
Raz jeszcze po dobroci mówię: idź precz.
Inkwizytor zjawił się w obejściu w porę, by usłyszeć ostatnie słowa Jaksy i zobaczyć, jak Mirko rzucił się na rycerza z nieludzkim warczeniem oraz pianą ściekającą po brudnej twarzy i nierówno rosnącej brodzie. 
- Graj muzyko, graj. - stwierdził z satysfakcją Jaksa. Natychmiast uchylił się przed żeleźcem topora, który przemknął ponad ciemną grzywą włosów. Rycerz kopnął Mirka między żebra, a płazem miecza uderzył w spalony słońcem kark chłopa. - Brzuchem w proch. 
- Nigdy! - Kmieć machnął siekierą na odlew, Jaksa jednak bez wysiłku uskoczył o krok w tył, by natychmiast ruszyć do kontry i odpowiedzieć cięciem z dachu. Lśniąca klinga opadła na głowę chłopa, odejmując mu niemal całe ucho. Rana spłynęła gęstą krwią, tworząc szkarłatną strugę ściekającą po szyi i barkach mężczyzny. 
- Toś oszelmowany, i to wprawnie, nieskromnie dodam - zaśmiał się Jaksa, kierując zbrukany czerwienią sztych ku ciężko dyszącemu mężczyźnie. - Czy teraz posłuchasz mędrszych od siebie?"





Akcja rozgrywa się w Krakowie. Rok 1273. Na samym początku poznajemy rycerza zwanego Jaksa. Odnajduje on zwłoki. Postanawia się udać z tą wieścią do inkwizytora.

"- Jesteś tu ponieważ? - Inkwizytor spojrzeniem przeszył Jaksę na wylot, jakby spoglądał na rzędy cmentarnych krzyży, nie dostrzegając siedzącego na murze mężczyzny. 
- Chciałem osobiście sprawdzić pułapki na ryby - wyjaśniał pasowany z tajemniczym uśmieszkiem, wciąż bawiąc się owocem. - Ale znalazłem ciało i cały zamysł diabli wzięli. 
- Jakby podmyło jakiś cmentarz i znalazłbyś nieboszczyka, nie kłopotałbyś mnie, tylko grabarza. - Mimo sceptycznej reakcji w chłodnych oczach inkwizytora błysnął ognik zainteresowania. - Mówże Jaksa, nie błaznuj.
- Widzę, żeś nie w humorze na krotochwile, braciszku. - Rycerzu gryzł jabłko. - Na trupach się znam, więc stawiam głowę, że nieboszczyk zeszłonocny, a nie topielec. Łeb szlachecki, patrząc po włosach, uduszony i bez palców u lewej dłoni. Na dodatek twarz okaleczona tak szpetnie, że nie sposób powiedzieć kto zacz." 

Oprócz owej dwójki bohaterów poznajemy jeszcze niejakiego Lamberta. Razem postanawiają rozwikłać zagadkę morderstwa.

Dlaczego postanowiłem przeczytać tę książkę? Kocham fantastykę w każdej postaci, dlatego długo się nie zastanawiałem.

Autor łączy tutaj fantastykę z wątkiem kryminalnym. Dodatkowo jest to owiane nutą humoru i wątkami historycznymi, które są dodatkowym plusem w tego typu powieściach. 
Sam pomysł na osadzenie akcji w Krakowie jest ciekawym zabiegiem, niestety ciężko było mi przebrnąć przez to. Osobiście wole, gdy akcja dzieje się w innym kraju, miastach. Dodatkowo język również wprowadzał tutaj małego chaosu podczas czytania. 

Fabuła. Mimo że na początku podobało mi się wszystko, później to spowolniło i akcja toczyła się niczym powolny galop. Dodatkowo zabrakło mi tutaj czegoś, co zawsze wzbudza więcej emocji i pompuje krew do naszego serca szybciej. Adrenaliny i nieprzewidzianych zwrotów akcji. 

Bohaterowie mają swój unikalny charakter. Gotfryd, nie jest to idealny  duchowny. Jaksa, rycerz, który potrafi w odpowiednich momentach zachować chłodną głową, lecz bywa porywczy. 

Okładka książki jest świetna! Przyciąga wzrok od samego początku.
Osobiście mimo że książkę czytałem długo, jak na taką ilość stron to polecam przeczytać. Mimo iż nie wszystko mi w niej odpowiadało,to może przypaść do gustu w całości. 


"Słowa są cenne. Dysponuj nimi mądrze"

Moja ocena: 5/10
Liczba Stron: 240
Wydawnictwo: Initium


środa, 18 kwietnia 2018

Pierwszy Róg - Richard Schwartz






"Uniknąłem wzrokiem tego, co leżało przede mną. Znalazłem widły z drewnianymi zębami. Były roztrzaskane...
Ukląkłem i przyjrzałem się im bliżej. Za mną stali Lea i karczmarz, żadne się nie odezwało, słychać było tylko zwierzęta i odgłos wiecznej zawiei. W tle rozpoznałem parskanie: Zeus mnie wyczuł, musiał jednak zaczekać.
Trzonek wideł nie był złamany, coś rozgryzło go na połowy, ślady zębów były wyraźne. 
W końcu zwróciłem się ku chłopakowi.
Leżał jak zepsuta lalka, z rękami i nogami podwiniętymi nienaturalnie; przez nogawkę na udzie przebiła się kość. Od miednicy po mostek był rozpruty, żebra miał połamane. Jamę brzuszną i klatkę piersiową miał wypatroszone do czysta, może wręcz wylizane. Leżał pośrodku wielkiej ciemnej plamy, we własnej krwi, która była jeszcze gęsta i lepka, zimna już, lecz nie zamarznięta.
Brakowało mu oczu, nosa i uszu.
Jego kaftan był rozdarty, drewniane guziki pourywały się, kiedy został rozerwany na strzępy.
- Jeszcze nigdy nie słyszałem o zwierzęciu, które rozbierałoby swe ofiary - rozległ się mój głos. Nie zdawałem sobie sprawy, że wyrażam swe myśli."

niedziela, 11 marca 2018

Achaja - Andrzej Ziemiański









"- Znikąd pomocy - rozległ się tuż obok czyjś głos. 
Meredith o mało nie wpadł do wody. Łódź zachybotała się od jego gwałtownego podskoku, nabierając trochę wody. Tuż obok... Nie, to niemożliwe! Tuż obok po powierzchni wody szedł chłopak z kijem i tobołkiem, ten sam, którego czarownik zostawił na brzegu.
- Znikąd pomocy - powtórzył chłopak. - Nie chcieliście mnie przewieźć, panie chłopi nie chcieli dać mi łodzi. Zresztą po co mi łódź, i tak bym z niej nie skorzystał. No i muszę iść na piechotę.
Meredith z trudem opanował kołyszącą się gwałtownie łódkę. Nie czuł wokół żadnej magii!
- Kim jesteś?
- Nie kim, tylko czym - poprawił go chłopak.
Meredith czuł, że rozszalałe niesamowitym spotkaniem serce uspokaja się trochę.
- No to czym jesteś?
- Oooo... to trudno powiedzieć.
Czarownik zdążył już zapomnieć, jak ciężko rozmawia się z chłopcem.
- Nie jesteś chyba...
- Bogiem?- Chłopak wpadł mu w słowo. - No co wy?
Rozum z was uszedł? - Nie było w nim już poprzedniej udawanej uniżoności, ale perfidnie przez cały czas wydawał się sympatyczny. - Czy ja wyglądam na Boga?
W tej stojącej na powierzchni wody postaci było coś niepokojącego, ale też i miłego, a nawet pociągającego, tak - pociągającego właśnie. Jakiś specyficzny urok emanujący z drobnej sylwetki sprawiał, że wydawała się przyjazna, ale i... groźna.
- A jak cię zwą?
- Mnie? No... Różnie. - Chłopak zrobił zabawną minę. - Zależy gdzie.
- Powiesz?
- No mówię, że różnie. Zwą mnie Wielkim Błaznem albo Wielkim Kłamcą, albo Tym, Którzy Przychodzi we Śnie.
"To nie był dobry sen" - powiedział chłop nie tak dawno.
- Ale tak naprawdę nazywam się Wirus.
- Dziwne Imię.
Chłopak przysiadł na brzegu łodzi, a ta ani drgnęła, zupełnie jak by nie obciążono jej żadnym dodatkowym ciężarem.
- Jak możesz chodzić po wodzie? - ciągnął Meredith. - Wokół nie ma żadnej magii.
- Ach! To was tak przestraszyło. - Wirus zerwał się nagle i zrobił fikołka na powierzchni wody, a ta nie zmarszczyła się nawet, zupełnie tak, jakby była kamienną posadzką. Z drugiej strony na lazurowej tafli wyraźnie widać było jego odbicie. - No... to trudno wytłumaczyć.
- Skoro nie chcesz mi odpowiedzieć na żadne pytanie to po co rozmawiamy? 
Wirus roześmiał się głośno. 
- Ależ pytajcie... pytajcie.
- Kim jesteś?
- Och!- Chłopak skrzywił się, jakby odpowiedź miała być rzeczywiście wielkim problemem. - Jestem dziełem Boga."









Gdy mój magiczny świat Trudi Canavan się skończył, zacząłem poszukiwania w celu znalezienia kolejnej świetnej pozycji. Wyszukałem w internecie Achaje, opinie były świetne, dlatego zdecydowałem się im zaufać. Dodatkowo, chciałem aby był to polski pisarz. Dlaczego? Chciałem porównać czy dorównują zagranicznym.


Początek książki ukazuję nam Archentara, króla jednego z siedmiu wielkich książąt Królestwa Troy. Dowiadujemy się, że posiada córkę, Achaję. Nie jest ona,  jak większość córek królów, dziewczyną, która wygląda pięknie na salonach i przy boku rodziców.
Achaja jak na swój młody, 15 letni wiek jest bystra i inteligentna. Posiada umiejętności walki w ręcz, potrafi posługiwać się włócznią czy chociażby strzelać z łuku.

"Achaja potrafiła strzelać z łuku jak chłopak, biegać i pływać jak chłopak, jeździć na koniu jak chłopak, z rozstawionymi nogami, ale... Ale chłopcem raczej nie zostanie. I ta właśnie myśl mąciła spokój wielkiego księcia."

Dodając od siebie, po prostu jest ona świetnym rycerzem w żeńskim wydaniu.

Jej ojciec, pragnący potomka, wychodzi za Asije. Jest ona o rok młodsza od Achai.
Nienawidzi ona córki króla, dlatego gdy nieoczekiwanie dowiaduje się o powołaniu do wojska, które zostało dostarczone do rąk Achentara, jest zachwycona. Za wszelką cenę, postanawia pozbyć się konkurencji.


Drugą postacią, którą będziecie mieli okazje poznać, jest Zaan, stary skryba świątynny.
Kapłani z świątyni Wszystkich Bogów, zauważyli w nim wyższą inteligencje od pozostałych dzieci i mimo niskiego urodzenia, wzięli go na naukę. Jego zamiłowaniem było czytanie, czytał wszystko,zakazane księgi, opowieści co wprowadzało go w głębsze refleksje, marzenia.  Niestety, był również uzależniony od alkoholu. Jego marzeniem było podzielić się wiedzą, której dowiedział się z ksiąg. Wszystko zmienia się w jego życiu, gdy poznaje Siriusa.
Twierdzi on, iż jest błędnym rycerzem, zabijającym smoki, demony i potwory.
Zaan postanawia zostać giermkiem mężczyzny. Jak potoczą się dalej jego losy? Czy był to dobry wybór?



Meredith, jet to trzecia główna postać, którą poznacie.
Jest on czarownikiem. Tak więc, nie zdziwi was to, iż potrafi dostrzegać wydarzenia mające miejsce w przeszłości, sięgając nawet trzech wieków wstecz. - Przełom w jego życiu następuje, gdy spotyka Wirusa. Przedstawia mu się jako dzieło Boga, lecz również jest rzeczą. Dlaczego Wirus odwiedził akurat czarownika?


Kto by się spodziewał, iż polski pisarz, jakim jest Andrzej Ziemiański, postawi tak wysoko poprzeczkę w świecie fantasy? Stworzył świat, w którym nie ma litości, panuje poniżenie, krew, tortury i walka o władze, lecz nie tylko. Znajdziemy tutaj również bardzo dobrze, przemyślaną fabułę. Postaci Zaana i samego Wirusa, są doskonale przemyślane.Jak dla mnie, pomysł,"rzeczy", był strzałem w dziesiątkę. Nie ukrywam, iż nie jest to książka dla wszystkich. Kobiety mogą poczuć się urażone, pisarz nie traktuje ich tutaj w sposób ulgowy, wręcz poniżający. Drugą rzeczą, która może przeszkadzać, jest wulgarne słownictwo. Jeśli mimo tego, nie przeszkadzają wam te elementy, śmiało czytajcie. Mam nadzieje że choć trochę, was zainteresowałem.

Dawajcie znać w komentarzach, czy czytaliście i jakie są wasze odczucia. Chętnie je poznam!



 "Pewien mędrzec powiedział, że człowieka nie można uczynić bardziej wolnym niż jest sam z siebie. Żaden las, żadne więzienie nie uczyni nikogo bardziej lub mniej wolnym niż był przedtem."


                                                 Moja ocena:7/10                                                
 liczba stron:688
Wydawnictwo: Fabryka Słów









wtorek, 19 grudnia 2017

Gambit Mocy - Piotr Muszyński

"- A to dziwki! - wyrwało jej się nagle. - Nędzne. - Nędzne, sprzedające się za grosze dziwki! 
- Czy coś się stało, Tomoe - dono? - zaniepokoiła się Xu Yen.
- Cały czas szukamy potężnych czarnoksiężników. Tymczasem takich tu nie ma. Są tylko dwie czy trzy kretynki, którym wydaje się, że mogą mnie okradać. - Zawrzała gniewem. 
- Jak mogło im się wydawać, że w tak naiwny sposób zdołają mnie oszukać? Mnie, osobę, która osiągnęła piąty dan w czarnej magii i szósty w tradycyjnych formach!
- Tomoe - dono! Czy sądzisz, że to dziewczęta z zamku wykradły pani księgę? - zadała pytanie Xu Yen.
 A kto inny, do diabła! 
To była hańba! Ona, która pokonywała feudalnych panów swej ojczyzny, przed którą drżeli żywi i umarli i płaszczyły się demony, została wystrychnięta na dudka przez jakieś smarkule. Z wielką przyjemnością je pozabija. Jednak zrobi to dopiero po śniadaniu. Policzy się też z tym, kto transportował księgę. To, że był już martwy, nie zmieniało niczego. Znała sposoby, dzięki którym mogła uprzykrzyć komuś nawet życie pozagrobowe."


poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Malowany Człowiek- Peter V. Brett











"Demony pojawiały się na całym podwórzu. Jeph stał niczym wmurowany i obserwował, jak jeden
 po drugim dostrzegały kobiety i wyrywały ku nim, zawodząc z radości.
-Puść mnie! - Arlen z całej siły nadepnął na stopę Norine. Kobieta zawyła, a chłopiec jednym szarpnięciem wyswobodził się z jej uścisku. Pochwycił najbliższą rzecz, która mogła służyć za broń - drewniane wiadro na wodę - i wybiegł na podwórze.
- Arlen, nie! - zawołał za nim ojciec, ale chłopak go już nie słuchał. 
Któryś z ognistych demonów, nie większy od sporego kota, wskoczył na plecy Silvy. Kobieta krzyknęła, gdy szpony bestii wyżłobiły głębokie bruzdy w jej skórze. Tył jej sukienki natychmiast przeobraził się w krwawy łachman. Uczepiony pleców Silvy demon zionął ogniem w twarz Marei. Ta wrzasęła przeraźliwie, gdy płomienie objęły jej włosy i stopiły skórę. 
Arlen dopadł do nich sekundę później i z całej siły rąbnął demona wiadrem. Naczynie roztrzaskało się na kawałki, lecz impet uderzenia strącił napastnika z pleców matki. Chłopiec szybko ją złapał, zanim upadła. Zbliżały się kolejne ogniste demony, nieopodal rozpościerały skrzydła demony wichru, a kilka kroków dalej przybierał materialną postać demon skał." 


         Zapraszam was do świata wykreowanego przez Petera V. Bretta w którym po zmroku, nie można czuć się bezpiecznie. Recenzja "Malowanego Człowieka"




piątek, 18 sierpnia 2017

Achilles - W pułapce przeznaczenia - Madeline Miller

                                     
"Achilles był żywym cudem. Z niewyobrażalną szybkością miotał włócznie, które wyrywał z powalonych na ziemie ciał, by trafić kolejnego wroga. Widziałem, jak raz za razem skręca nadgarstek, wystawiając wewnętrzną część przedramienia, te długie podobne do fletu kości, i robi błyskawiczny elegancki wyrzut. Gdy tak patrzyłem z otwartymi ustami, moja włócznia opadła zapomniana na ziemię. Nie widziałem już nawet brzydoty śmierci, tych mózgów, potrzaskanych kości, które miałem potem zmywać ze swojej skóry i włosów. Jedyne,co widziałem, to jego nieludzkie piękno."


Niezwyciężony wojownik, wsparty mocą bogini Tetydy. Czy coś może go powstrzymać? Czy zdoła zdobyć Troję? Zapraszam do przeczytania mojej recenzji książki ''Achilles- W pułapce przeznaczenia" autorstwa Madelline Miller.

środa, 9 sierpnia 2017

Gildia Magów - Trudi Canavan


"Spoza mgiełki pyłu dochodziły stłumione głosy. Elegancki mag podniósł wzrok, po czym zwrócił się z powrotem ku swojemu towarzyszowi, starszemu mężczyźnie o siwiejących włosach. 
- Żałosne robactwo - prychnął pogardliwie - Kiedy wreszcie się ich pozbędziemy?
Sonea poczuła ucisk w żołądku i chwyciła mocniej kamień. Podrzuciła go na dłoni oceniając ciężar. Ciężki. Zwróciwszy się ku magom, poczuła, jak wzbiera w niej gniew na myśl, że wyrzucono ją z domu, jak łączy się on z wpojoną nienawiścią do magów, i cisnęła kamieniem w mówiącego. Śledziła pocisk wzrokiem, a kiedy zbliżył się do magicznej bariery, wyobraziła sobie, jak dobrze by było gdyby ją pokonał i dotarł do celu. Powietrze rozbłysło niebieskim światłem, a kamień z głuchym trzaskiem uderzył maga w skroń. Mężczyzna stał przez chwile bez ruchu, patrząc przed siebie, po czym ugięły się pod nim kolana, a ten drugi zrobił krok do przodu, by go podtrzymać. Sonea patrzyła z otwartymi ustami, jak starszy z magów kładzie towarzysza na ziemie".



Zapraszam was do przeczytania mojej recenzji z  magicznego świata... "Gildii Magów" - Wykreowanej przez Trudi Canavan







piątek, 4 sierpnia 2017

Pan Lodowego Ogrodu - Tom I - Jarosław Grzędowicz


"Siedzę, ściskając łuk, i patrzę. Zimno ścina skórę. Wiem, że to tylko halucynacja, ale nic nie 
poradzę na to, że wali mi serce, że dłoń ściskająca łuk jest mokra od potu, że powstrzymywana ostatkiem sił hiperadrenalina gotuje mi się pod skórą. Patrzę na cudaczne, żabie, rybie, gadzie i końskie pyski, na lśniące grzbiety, pokryte guzami podobnymi do wrzodów, z kolcami albo gładkie, patrzę na ryje i mordy pełne kłów i zaczyna we mnie narastać idiotyczne przesądne przekonanie. Besztam się w myślach, ale to nie pomaga. Jestem pewien, że Dwór Szalonego Krzyku padł. Korowód ciągnie środkiem rzeki i trwa to prawie godzinę. Potem odchodzą i na powrót zapada ciemność. Z minuty na minutę robi się cieplej. 
Przeszli."  

          Zapraszam do przeczytania mojej recenzji książki "Pan Lodowego Ogrodu" - Jarosława Grzędowicza.





poniedziałek, 31 lipca 2017

Grimm City Bestie - Jakub Ćwiek



Taksówkarz przyjeżdża pod Iluento, czekając na córkę, która wybrała się z chłopakiem na przedstawienie. Domena troszczącego się każdego ojca. Kto by pomyślał że ten dzień nie będzie zwykłym? Podczas czekania  zostaje świadkiem zabójstwa  jednego z szefów półświatka przestępczego. Zapraszam do przeczytania mojej recenzji.

Upadłe anioły - Graham Masterton

Przeszłość - Każdy z nas ma taką za sobą, niezależnie czy była ona dobra czy też nie. Gdy zrobiliśmy kilka błędów albo dużo złych rzeczy, st...