wtorek, 25 kwietnia 2023

Upadłe anioły - Graham Masterton







Przeszłość - Każdy z nas ma taką za sobą, niezależnie czy była ona dobra czy też nie. Gdy zrobiliśmy kilka błędów albo dużo złych rzeczy, staramy się za to odpokutować w teraźniejszości, zmieniając swoją osobę o sto osiemdziesiąt stopni i powoli zapominamy o tym co wydarzyło się kiedyś, skupiając się na tym co jest tu i teraz. Prawda jednak jest taka, że jeśli wyrządziliśmy obcej bądź bliskiej osobie masę bólu, ona nam tego nie zapomni i prędzej czy później może do nas wrócić z jeszcze większym bólem, niż dotychczas. A co wtedy? Tego nie wiemy. Myślę, że nie chcielibyśmy się przekonać  o tym na własnej skórze. 

Katie Maguire wraca po serii dramatycznych wydarzeń w jej życiu. Przypominają one  istny huragan i nie wspominam o jej życiu zawodowym, ale również prywatnym. Gdy jej mąż Paul zginął, zakochuje się po raz drugi, wszystko idzie ku dobremu, lecz Paul postawia ją przed kolejną ważną decyzją, Czy wyjedzie z nim i porzuci swoją dotychczasową karierę w policji? Czy jednak postawi na swoim i zostanie na miejscu, narażając swój związek na rozpad? 

Wątek miłosny to nie jedyny problem. Katie próbuje dojść do porozumienia również ze swoją siostrą, niestety  maja one inne podejście do życia, przez co atmosfera jest również wystawiana niejednokrotnie na próbę. 

Wracając do sfery zawodowej-  zostaje znalezione ciało przez dwójkę mężczyzn na zamarzniętym jeziorze. świadkowie rozpoznają ofiarę, okazuje się iż, jest to jeden z księży ze znanej parafii. Ksiądz został brutalnie okaleczony przed śmiercią. Został wykastrowany. Któż mógł dopuścić się takiego czynu? Czy padł ofiarą przypadkowej przemocy czy może kryje się za tym coś większego?  

wtorek, 4 kwietnia 2023

Białe Kości - Graham Masterton






Ból. Może on mieć szeroko pojęte odzwierciedlenie. Jednemu sprawia on przyjemność i pełnie ekscytujących doznań, wpadanie w stan ekstazy. Tak naprawdę odczuwamy go różnorako, lecz gdy staniemy na klocku lego czy uderzymy małym palcem u stopy, chociażby o szafkę zdarza nam sie krzyknąć z bólu. Powiem wam jedno, ten ból z podanych powyższych przykładów porównałbym do łaskotania. Co gdybyście obudzili się w nieznanym miejscu, unieruchomieni. wasze neurony przetwarzają coś czego w życiu nie odczuwaliście, ból, którego nigdy w życiu nie zaznaliście. Rozglądacie się ledwo przytomnymi oczami i nagle kolejny impuls w waszej głowie - "Coś tu nie gra". Wasza noga to istny szkielet, mięśnie tylko ledwo ją podtrzymują w całości, aby się nie rozsypała. 

Kim może być osoba, która dopuszcza się takiego niewytłumaczalnego czynu i co nią kieruje? 

Sprawdźcie sami!

sobota, 25 marca 2023

Cmętarz dla zwieżąt - Stephen King



Śmierć. Gdy przychodzimy na świat, nie do końca jesteśmy świadomi, że to co nas otacza niestety nie jest wieczne. Ona nie pyta, nie daje nam pożegnać się z rodziną, wybrać sobie dogodnego miejsca czy chociażby dokończyć to co mamy w planach. Przychodzi do nas w niespodziewanym momencie. 
A co gdybym was zaprosił na spacer w pewne tajemnicze miejsce? Gdzieś na skraj, gdzie ima się magia, lecz tak stara, że nie słyszał o niej dosłownie nikt.  

Louis wraz ze swą żoną Rachel oraz dwójką dzieci Gage'm, Ellie oraz kotem Churchem przyjeżdżają do Ludlow - cichej a zarazem piękne mieściny, w której rodzina Creedów ma zamiar zacząć żyć pełnią życia. 

czwartek, 6 stycznia 2022

Virion. Adept - Andrzej Ziemiański



"Przyjął postawę bojową w szerokim rozkroku, ze skośnie uniesionym mieczem. Taki układ nie dawał pola manewru i właśnie niwelowaniu tej niedogodności służyć miała osłona kompana z tyłu. Za to postawa ta gwarantowała pewne oparcie i stabilizację dla ciała. Była idealna do tego, co zamierzał zrobić. Kiedy bandyci pojawili się nareszcie w sieni, Ure zaczął ich kosić szerokimi zamachami, jak upiorny żniwiarz. To nie była zwykła walka. To nawet nie była rzeź. On po prostu zbierał krwawe plony ze swojego pola. 

W przeciwieństwie do kosy, która umożliwiła tylko jeden kierunek cięcia, miecz pozwalał na naprzemienne ruchy. Raz w lewo, raz w prawo i znowu. Raz, dwa, raz, dwa, raz...

Przeciwników ubywało w zastraszającym tempie. Może dwóm tylko zaświtał w głowach pomysł na jakiś manewr. Rycerz chroniący plecy dowódcy nie napracował się dzisiaj. Chciał więc nadrobić popisem kunsztu, wysyłając dwie głowy szybkim lotem ku ścianom, gdzie zabarwiły pobielaną powierzchnię krwawymi plamami."

sobota, 11 grudnia 2021

Virion.Obława - Andrzej Ziemiański

 

"Virion natarł na niego, ale tamten nie zrobił nawet ruchu. No, może ledwie zauważalnie przesunął się lekko w bok. Klinga broni Viriona świsnęła najwyżej o grubość palca od twarzy przeciwnika. Jednak nie wywołało to w nim żadnej reakcji. Ani drgnięcia, okrzyku czy choćby zmarszczenia brwi. 

- Poddaj się - powiedział tamten spokojnie. Beznamiętnie nawet. Zupełnie jakby wcaleni nie toczyli właśnie boju na śmierć i życie. 

Virion ponownie uniósł miecz. Tym razem oburącz nad głową. Ostrze zatoczyło koło i opadło tak samo jak poprzednio, nie robiąc na przeciwniku najmniejszego wrażenia. Jedynie uchylenie się na bok było o jakieś pół palca głębsze niż przedtem. 

Ashleon, który został z tyłu, bez słowa osunął się na ziemię. Kilku żołnierzy oddzieliło Viriona od dziewczyny. Skupieni byli na niej, ignorując zupełnie kogokolwiek innego. Jedyną przeszkodą pozostawał więc ten tajemniczy mężczyzna z twarzą owiniętą chustą.

- Poddaj się - powtórzył właśnie - Nie zabiję cię, uwierz.

- Won!

Virion wyprowadził pchnięcie. Tym razem przeciwnik przyjął je na miecz, poprowadził swoje ostrze wzdłuż klingi Viriona i delikatnie odepchnął je na bok."

wtorek, 30 listopada 2021

Szklany Tron - Sarah J. Maas

"Celaena złapała kij w obie ręce i zablokowała uderzenie. Napierała bezlitośnie, ignorując skrzypienie drewna, aż w końcu odepchnęła mężczyznę, zakręciła się i ugodziła go z całej siły kijem w tył głowy. Zabójca zachwiał się, ale znów nie stracił równowagi. Zdyszany, otarł zakrwawiony nos. Jego oczy błyszczały nienawiścią, a ospowatą twarz wykrzywił złowrogi grymas. Zaszarżował, chcąc pchnąć ją ostrzem prosto w serce. Dziewczyna od razu wiedziała, że napastnik biegnie zbyt szybko, aby mogła go zatrzymać. Przykucnęła w ostatniej chwili. Ostrze przemknęło tuż nad jej głową, a wtedy poderwała się i podcięła przeciwnika. "

niedziela, 21 listopada 2021

Virion. Wyrocznia - Andrzej Ziemiański

 


"Trzask miażdżonej kości wstrząsnął Virionem, Odskoczył znowu na bezpieczną odległość, sądząc, że przeciwnik albo upadnie, albo wariując z bólu, zrobi coś głupiego. Nic z tych rzeczy. Nawet nie mógł sobie wyobrazić, że ktoś może być aż tak odporny na ból. Patrzył, jak tamten stoi, dysząc ciężko. Mimo chrapliwego oddechu widać było, że nie odpuści. Że jakaś zimna furia bierze nad nim władzę, nie mając jednak ani trochę władz umysłu. Był to bardzo groźny widok.

Strach coraz bardziej paraliżował Viriona. Nie miał pojęcia, co powinien teraz zrobić. Twarz, a właściwie morda przeciwnika nie wyrażała niczego poza nieprzejednaną żądzą odwetu. Virion miał wrażenie, że stoi naprzeciw dzikiego zwierzęcia. Rannego, nieobliczalnego wściekłego do granic możliwości. "

poniedziałek, 16 marca 2020

Pan lodowego ogrodu - Tom IV - Jarosław Grzędowicz




"Najpierw poczuliśmy spływający na nas chłód, a potem dziwne mrowienie na skórze, które jeżyło włosy na rękach i karku. Zawodzenie konchy umilkło, za to na szczytach wszystkich wież pojawiły się dziwne niebieskawe ogniki, jak błędne ognie na bagnach. Zewsząd dobiegało dziwne brzęczenie
, a za moment ze wszystkich baszt w niebo wyprysnęły cienkie błyskawice, skacząc to tu, to tam, trzeszcząc i strzelając prosto w wiszącą nad miastem chmurę. Poczułem zabobonny lęk, mimo że słyszałem, jak Ulf mówi, iż to sztuczki robione przez Fjollsfinna, ale to, co się działo na niebie, było zbyt dziwne i ogromne. Zwłaszcza że po chwili wszystkie błyskawice zaczęły bić w to samo miejsce, tworząc ogromną kule błękitno - srebrnej poświaty, z której nagle, jak spod tafli wody, wyłoniła się olbrzymia twarz kobiety z koroną gałęzi nad głową. "

środa, 19 lutego 2020

Pan lodowego ogrodu - Tom III - Jarosław Grzędowicz


"Widziałem zwisające rzędem z gałęzi skórzaste tobołki, które wziąłem za gniazda jakichś owadów, a które rozwinęły się w błoniaste skrzydła, ukazując twarze wiszących do góry nogami paroletnich dzieci o skłębionych włosach pełnych śmieci i suchych liści. Stwory chichotały, ukazując ostre zęby, skrzydła rozprostowywały się, widziałem szpony na dziwacznych stopach trzymające gałąź, widziałem dziewczęta o nogach pokrytych cętkowaną sierścią i wijących się ogonach, widziałem twarze, które były naraz ludzkie i przypominające pyski leopardów albo gadów, widziałem kolce, dzioby i niesamowite oczy.
Wszystkie te stworzenia wrzeszczały różnymi głosami a my miotaliśmy się wśród nich, wymachując mieczami i uchylając przed pazurami, szczękami oraz uderzeniami oszczepów. Wyciągały się po nas ramiona i zakrzywione chciwe palce, nasze wierzchowce, kwicząc, stawały dęba. Wokół nas unosiły się istoty małe jak dłoń, o trzepoczących skrzydełkach w smudze mdłego światła, jakby towarzyszyły im roje świetlików, po gałęziach śmigały niemowlęta o wielkich, dzikich oczach, mające jedynie po kilka par rąk, chwytające się błyskawicznie konarów. 
Dużo w tym było ruchu, wrzasku i chaosu i tak się złożyło, że miotając się na tańczących wierzchowcach wywracaliśmy i roztrącaliśmy te istoty, ale wówczas nie zabiliśmy żadnej, a im udało się ściągnąć nas z siodeł."


wtorek, 12 listopada 2019

Pan lodowego ogrodu - Tom II - Jarosław Grzędowicz




"Widziałem biegnącą kobietę, ale gnającą tak szybko i płynnie, jak nie jest dane żadnemu człowiekowi. Trudno było nadążyć za nią wzrokiem, lecz nie wiedziałem, dlaczego jej widok wydaje mi się przerażający. Zupełnie jakbym patrzył na potwornego demona.
Kobieta o skołtunionych włosach i skórze świetliście białej niczym brzuch piskorza pędziła przed siebie, a jak unosiłem się nad nią na podobieństwo ducha. Przeskoczyła jednym susem zwalone drzew i przypadła na chwile do ziemi, węsząc jak pies. A potem zadarła głowę do góry i wydała z siebie przeraźliwy wrzask, Brzmiał jak ryk bawołu, zew skalnego wilka i upiorne zawodzenie morskich stworów naraz.
Zobaczyłem, że jej wygięty grzbiet nagle z trzaskiem porósł rzędem kolców wyglądających niczym bełty strzał, wyrastających z każdego kręgu, z palców wystrzeliły zakrzywione w haki szpony, włosy przypominały raczej kolce jeżozwierza. Znowu zawyła, unosząc białosiną, trupią twarz o strasznych, lśniących oczach zatopionych w czerni oczodołów. Spod jej rozciągniętych niemożliwe warg, wychyliły się błyskawicznie dwa rzędy krzywych, potężnych zębów.

[...] Strażnik uniósł hucząca pochodnię w górę, później do przodu, drugą ręką ujmując rękojeść. 
Ostrożnie wszedł między krzaki, przesuwając na boki ramię z płonącym łuczywem. 
Drugi wartownik kierownik strzałę tam, gdzie padało światło. Obaj poruszali się ostrożnie i cicho, nie wchodząc sobie w paradę i pilnując nawzajem swoich pleców. 

[...] Upiorna kobieta wystrzeliła z krzaków jak tygrys. 
Prosto w ich twarze. Ostre, wściekłe bzyknięcie strzały, huk lecącej w górę pochodni i zgrzyt dobywanego miecza zlały się w jeden dźwięk. 
A potem rozległ się jeszcze stłumiony krzyk i chrupot kości. Na białe, gładkie zbocze wzgórza bryznęła krew, zanim pochodnia spadła na ziemię."


poniedziałek, 14 października 2019

Metro 2033 - Dmitry Glukhovsky




"Mimo wszystko wciąż stałem pod porzuconą budką, jakbym zwyczajnie czekał, aż nadejdzie moja kolej,, by kupić lody. Chociaż wiedziałem, że nie nadejdzie nigdy.
Byłem sierotą. Byłem sam na całym świecie. 
Widocznie odroczenie wyroku, które otrzymałem, kończyło się właśnie  teraz. 
Niczego nie usłyszałem - te stwory poruszały się zadziwiająco bezszelestnie. 
Zwierzęcą intuicją, którą wyostrza życie w metrze, wyczułem jednak ich obecność i otworzyłem oczy. 
Sfora zdziczałych psów, pokrytych wrzodami i bliznami... Byłem otoczony i przyciśnięty do budki, nie miałem dokąd uciekać, zresztą nie zdążyłbym. 
Patrząc im w oczy, wiedziałem: ani ich nie przestraszę, ani nie oswoję. 
W tamtym czasie powierzchnia nie kipiała jeszcze od całego tego chorego i potwornego życia, które rozmnożyło się tam teraz. Psy miały szczęście, że mnie zwęszyły.
Teraz musiały jak najszybciej mnie pożreć, zanim głód sprawi, że zaczną przegryzać sobie gardła.
- Strzelaj! - zawołał skądś Żeńka. - Masz przecież strzelbę! 
Ocknąłem się, wycelowałem dwururkę w największą bestię i pociągnąłem za spust. Iglica cicho stuknęła. Wystrzału nie było. 
Szarpnąłem za drugi. - niewypał. Widocznie naboje zawilgotniały. 
Przeładować nie było czym..
Jeden z psów odwrócił się w stronę Żeńki. 
- Zmykaj! - krzyknąłem. - Tylko nie biegnij, bo zaatakują cię pierwszego...
I Żeńka zaczął się oddalać - tyłem, nie spuszczając oczu z drapieżników. A ja zostałem i patrzyłem na niego.
- Ja zaraz... Wrócę! Z posiłkami! - wpół krzyczał, wpół mamrotał Żeńka. 
Było zupełnie jasne, że nie zdąży przyprowadzić żadnych posiłków. 
Wiedział to on i ja to wiedziałem.
 Kiedy prosiłem, żeby sobie poszedł, w głowie kołatała mi myśl: a nuż nie ucieknie? A nuż coś wymyśli? A kiedy mnie jednak posłuchał, zrobiło mi się przykro.
Zwierzę, któremu zamierzałem rozwalić łeb pociskiem, zrobiło krok naprzód, zadarło pysku ku gwizdom i ochryple zawyło. Sfora sunęła w moim kierunku, przylegając do asfaltu, gotując się do skoku."

piątek, 5 lipca 2019

Dyskurs literacki, czyli 15 pytań do Krystiana Gałuszki.

Moi drodzy!


Mam ogromną przyjemność przedstawić wam wywiad z autorem takich pozycji jak: "Księga Raziela", "Modre ajnfarty" czy "Wieczerza mistrzów, czyli magiczna podróż z miastem Er". Krystianem Gałuszką. 

Wywiad jest uzupełnieniem literackiego dyskursu, który współorganizuję w ramach Festiwalu PolskaEire na banhowie w Chebziu, w Rudzie Śląskiej.

Wszystkich zainteresowanych bezpośrednim spotkaniem z Krystianem Gałuszką zapraszam na festiwal. Szczegóły na http://polskaeirefestiwal.pl/piatek.php



Poniżej przedstawię wam jego osobę.


Śląski poeta i prozaik, ur. 2 marca 1962 r. w Chorzowie.

Współzałożyciel wraz ze Zbigniewem J. Derdą i Grzegorzem Sikorą Grupy Literackiej ECCE. Współtwórca wraz z Bogusławem Kubistą Galerii Działań KREKOT.

Debiutował w „Tak i Nie” w roku 1984. Laureat kilku konkursów literackich. Drukuje teksty w prasie lokalnej  i regionalnej. Współredaktor i redaktor kilkunastu wydawnictw związanych tematycznie ze Śląskiem. Autor scenariusza do filmu “Karol Godula. Wizjonerstwo i praca - wytrych do sukcesu”.

Zapraszam na wywiad!


1 Czy są Krystianie w twojej biblioteczce pisarze/ osoby którzy mają jakieś szczególne znaczenie. Jeśli tak dlaczego?
Mam trochę książek. No nie dużo. Wszystkie znalazły się tu nieprzypadkowo. Zatem, w pewnej przestrzeni, każda z nich posiada swoją szczególność. Nazwiska. Hmm. Może najbardziej Waniek, którego ciepłą frazę lubię bardzo. To takie literackie pochylenie nad tą naszą rzeczywistością. Z tą swoistą erudycją, jakby od niechcenia. Wydaje mi się subtelniejszy niż Eco czy Borges, pod urokiem których również jestem. Uwodzi mnie ten balans pomiędzy światami. I u Wańka ten magiczny Śląsk oczywiście.
2 Książka, którą przeczytałeś jaką pierwszą w życiu?
Nie pamiętam. Być może była to opowieść z serii „poczytaj mi mamo” o wróbelku Elemelku.


czwartek, 4 lipca 2019

Dyskurs literacki, czyli 15 pytań do Grzegorza Kulika.

Drodzy obserwatorzy! 



Mam ogromną przyjemność przedstawić wam wywiad z autorem śląskich przekładów "Opowieści Wigilijnej" Karola Dickensa, "Dracha" Szczepana Twardocha i "Małego Księcia. Grzegorzem Kulikiem.

Wywiad jest uzupełnieniem literackiego dyskursu, który współorganizuję w ramach Festiwalu PolskaEire na banhowie w Chebziu, w Rudzie Śląskiej.

Wszystkich zainteresowanych bezpośrednim spotkaniem z Grzegorzem Kulikiem zapraszam na festiwal. Szczegóły na http://polskaeirefestiwal.pl/piatek.php



Poniżej przedstawię wam jego osobę.


 Ur. 1983. Aktywista, tłumacz na język śląski i jego popularyzator. Autor śląskich przekładów "Opowieści Wigilijnej" Karola Dickensa, "Dracha" Szczepana Twardocha i "Małego Księcia" Antoine'a de Saint-Exupéry'ego. Publikuje w śląskim portalu regionalnym Wachtyrz.eu, prowadzi kanał "Chwila z gŏdkōm" na portalu YouTube, gdzie uczy widzów, jak lepiej mówić po śląsku.




Zapraszam na wywiad!


1 Grzegorz czy w twojej domowej biblioteczce są pisarze/ osoby którzy mają jakieś szczególne znaczenie dla ciebie? Jeśli tak dlaczego?

Nie mam ulubionych pisarzy. Mam za to ulubione gatunki. Na przykład bardzo lubię popularnonaukowe wydawnictwa brytyjskich historyków na temat drugiej wojny światowej. Specjalne miejsce zajmują też powieści graficzne europejskich autorów i wydawnictwa na temat Śląska.

2 Książka, którą przeczytałeś jako pierwszą w życiu?

Nie pamiętam.

środa, 3 lipca 2019

Dyskurs literacki, czyli 15 pytań do Marty Matyszczak.

Moi drodzy! 

Mam ogromną przyjemność przedstawić wam wywiad z autorką cyklu "Kryminał pod psem". Martą Matyszczak. 

Wywiad jest uzupełnieniem literackiego dyskursu, który współorganizuję w ramach Festiwalu PolskaEire na banhowie w Chebziu, w Rudzie Śląskiej.

Wszystkich zainteresowanych bezpośrednim spotkaniem z Martą Matyszczak zapraszam na festiwal. Szczegóły na http://polskaeirefestiwal.pl/piatek.php


Poniżej przedstawię wam jej osobę.


 Autorstwo zdjęcia: Ostrowski fotografia.


Chorzowianka z urodzenia, dziennikarka z wykształcenia, pasjonatka kryminałów z zawodu. Prowadzi Kawiarenkę Kryminalną, portal poświęcony literaturze kryminalnej. Uczestniczka warsztatów literackich na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu oraz na Festiwalu Conrada w Krakowie. Laureatka konkursów na opowiadanie kryminalne (MFK Wrocław i Kryminalna Piła). Adeptka kursu scenariopisarskiego w Warszawskiej Szkole Filmowej. Autorka scenariuszy do kryminalnych fars teatralnych. Kocha psy i podróże (szczególnie te tropem powieściowych bohaterów).
Zapraszam na wywiad!

1 Czy są Marto w twojej  domowej biblioteczce pisarze, którzy mają jakieś szczególne znaczenie. Jeśli tak dlaczego?
 Jest ich mnóstwo! Moja biblioteczka rośnie w zastraszającym tempie i mam wrażenie, że niedługo będziemy musieli się przeprowadzić, bo książki po prostu przestają się już mieścić w naszych czterech ścianach. W zalewie tytułów mam oczywiście swoich ukochanych pisarzy, po których kolejne powieści sięgam w ciemno, ponieważ wiem, że za każdym razem czeka mnie literacka uczta. Piszę kryminały, więc może dla potrzeb naszej rozmowy pozostanę przy tym gatunku. Moimi niekwestionowanymi mistrzami w tej dziedzinie są, po pierwsze, Kate Atkinson – wspaniała brytyjska pisarka, która opowiada swoje historie pięknym językiem, a do tego okrasza je dyskretnym humorem. Ian Rankin to szkocki autor snujący już od trzydziestu ponad lat edynburskie opowieści o inspektorze Johnie Rebusie. W jego kryminałach równoprawnym bohaterem jest Edynburg – mroczne i fascynujące zarazem miasto. No i jeszcze Håkan Nesser: dowcipny, mądry, znakomity.
2 Książka, którą przeczytałaś jaką pierwszą w życiu? 

wtorek, 2 lipca 2019

Dyskurs literacki, czyli 15 pytań do Wojciecha Szwieca.

Witam serdecznie! 

Mam ogromną przyjemność przedstawić wam kolejny wywiad, lecz dzisiaj jest to pisarz, mianowicie Wojciech Szwiec – Autor takich tytułów jak "Miejsce", "Filmowe południe - Kino amatorskie na Górnym Śląsku'' oraz "Jednoaktówek", które można przeczytać na 

http://wojciechszwiec.blogspot.com/p/teksty-szwieca.html
Wywiad jest uzupełnieniem literackiego dyskursu, który współorganizuję w ramach Festiwalu PolskaEire na banhowie w Chebziu, w Rudzie Śląskiej.
Wszystkich zainteresowanych bezpośrednim spotkaniem z Wojciechem Szwiecem zapraszam na festiwal.
Szczegóły na  http://polskaeirefestiwal.pl/piatek.php


Poniżej przybliżę wam jego osobę.


Wojciech Szwiec ur. w 1978 roku. Kulturoznawca. Niezależny twórca filmowy i animator kultury. Trzykrotnie został laureatem konkursu literackiego na jednoaktówkę po śląsku. Autor książek i artykułów poświęconych filmowcom amatorom. Filmy krótkometrażowe realizowane przez Szwieca osadzone są głównie w tematyce śląskiej, niektóre można oglądać w internecie np.: „Miejsce”, "Czas zatrzymany Czas poruszony”. „Beboki mopliki i klamory”, „Misja Wolnego”, „Dieter Niebieski” czy „Cyklizm po śląsku”. Za swoje produkcje zdobył ponad 30 nagród na festiwalach filmów niezależnych w całym kraju.


Zapraszam na wywiad!


1 Czy są Wojtku w domowej biblioteczce pisarze, którzy mają jakieś szczególne znaczenie dla ciebie? Jeśli tak dlaczego?
Nie zbieram książek. Zachowuję tylko te, które są dla mnie ważne. Po 40 latach życia okazało się, że jest ich całkiem sporo. Wśród autorów jest uwielbianych przeze mnie na studiach był Horst Bienek i Roland Topor. Jako teatrolog lubię do dziś wracać do dramatów I tekstów klasycznych. Obecnie czytam Szczepana Twardocha, Marcina Melona, a synkowi Harego Pottera.
2 Książka, którą przeczytałeś jaką pierwszą w życiu?
Była to seria „Poczytaj mi mamo” - wydawano w niej książeczki z wierszykami Chotomskiej, Tuwima czy Brzechwy . Kiedy nauczyłem się czytać czytałem wszystko. Na spacerze z mamą zatrzymywałem się przed partyjnymi planszami propagandowymi , literowałem na głos i pytałem mamy co to znaczy partia, co to znaczy PZPR? Nie pamiętam jakie padały odpowiedzi.
3 Czy jest jakiś specjalny kąt gdzie tworzysz swoją książkę? Ewentualnie jakieś warunki muszą być spełnione aby lepiej się pracowało? 
Tylko komputer i cisza, dzięki której można się skupić na wątku, na myślach, które szybko przychodzą I odchodzą, a przelewanie ich na papier wymaga czasu i precyzji. To sprawia dużą przyjemność. Tego stanu nie da się osiągnąć w 5 minut. Żebym mógł cokolwiek napisać muszę narzucić sobie dyscyplinę. Potrzebuję kilka godzin . Kiedy już zrobię sobie kawy, siadam do kompa, coś tam sprawdzę na poczcie lub fejsie, zaczynam robotę I odpływam co raz bardziej.
4 Każdy dobry pisarz podobno robi plan.
Nie nazwałbym siebie pisarzem, nie robię tego zawodowo. Pisze teksty beletrystyczne, śląskie jednoaktówki, opowiastki do poczytania przed snem lub w podróży. Pisze też artykuły i książki poświęcone twórczości filmowców amatorów. „Filmowe południe. Kino amatorskie na Górnym Śląsku” to próba opisania pewnego środowiska twórców, artystów, którzy mieli duży wpływ na kulturę filmowa Górnego Ślaska. To dokumenty, wywiady, relacje zwykła historyczna robota. Zarówno przy tych beletrystycznych opowiastkach jak i w tekstach historycznych zawsze mam plan. Czasem nawet kilka planów. Są plany A i plany B, są pod plany i nad plany, szkielety, hasła wywoławcze i konspekty. To kod czytelny tylko dla mnie. Musi istnieć , inaczej strasznie byłbym się pogubił.
5 Ulubiony film, który na podstawie książki rozczarował twoją osobę?

niedziela, 30 czerwca 2019

Dyskurs literacki, czyli 15 pytań do Marcina Melona.


Moi drodzy! 

Mam ogromną przyjemność przedstawić wam wywiad z autorem cyklu "Kōmisorz Hanusik" Marcinem Melonem.

Wywiad jest uzupełnieniem literackiego dyskursu, który współorganizuję w ramach Festiwalu PolskaEire na banhowie w Chebziu, w Rudzie Śląskiej.

Wszystkich zainteresowanych bezpośrednim spotkaniem z Marcinem Melonem zapraszam na festiwal. Szczegóły na http://polskaeirefestiwal.pl/piatek.php

Poniżej przybliżę wam jego osobę. 

Dziennikarz, nauczyciel, Ślązak. Urodzony w roku 1979, reprezentuje pokolenie, przy którym „po naszymu niy śmiało sie godać, co by bajtel niy mioł problymów we szkole”.Z powodu takiego podejścia płynnie porozumiewa się po polsku, choć za swój „język serca” uważa śląską godkę. Laureat drugiego miejsca w trzeciej edycji konkursu na jednoaktówkę po śląsku.



Zapraszam na wywiad!

1 Czy są u pana w domowej biblioteczce pisarze, którzy mają jakieś szczególne znaczenie. Jeśli tak dlaczego?

To nie będzie krótka lista. Na pewno znadą się na niej Tolkien i Pratchett za pokazanie, jaka to frajda tworzyć własne światy. Grass za talent narracyjny. Joyce za udowodnienie, że w krótkich opowiadaniach można zawrzeć duszę narodu. Fenimore Cooper i Stevenson za zarażenie mnie chęcią podróżowania. H.G.Wells za wyobraźnię. Bułhakow i Marquez za realizm magiczny. Gaiman za świeżość spojrzenia. Rankin za umiejętność uczynienia miejsca bohaterem powieści. No i wreszcie nasi autorzy: Bienek, Janosch, Kadłubek i inni.


2 Książka, którą przeczytał pan jaką pierwszą w życiu?

Nie da się chyba wskazać jednego tytułu. Było całe mnóstwo książek, które w dzieciństwie czytała mi matka, ale ja i tak wertowałem je wcześniej, czytając fragmenty, by chociaż posmakować tego świata, o którym zaraz będzie mowa. Potem były książki, które kształtowały moją wyobraźnię. Jak choćby „Wyspa Skarbów” czy „Podróże Gullivera”, one zaraziły mnie chęcią podróżowania i chyba też fascynacją kulturą krajów anglojęzycznych. A potem „Hobbit”, który rozpoczął moją więź z Tolkienem. Nie miałem pojęcia jak bardzo intymną, dopóki nie stanąłem nad grobem (nad grobem Tolkiena, ma się rozumieć) i poczułem, że to ktoś bliski.

wtorek, 11 czerwca 2019

Oko Pustyni - Richard Schwartz





"Wilkołak w zajeździe był już wystarczająco groźny, ale te bestie regenerowały się z przerażającą szybkością.
Czy to z takim wrogiem musieli się mierzyć żołnierze Drugiego Legionu? Mój szacunek dla wojowników Drugiego Byka rósł w nieskończoność. Mieliśmy trzy magiczne sztuki broni, trzy z czterech, jakie widziałem w życiu. Kiedy któremuś z tych monstrów odrąbało się łeb, zdychały ostatecznie i one, ale nie było to wcale takie łatwe. Jak się udało legionistom?

Lodowy Pogromca świsnął mi koło ucha i odrąbał pokrytą futrem łapę; Rozpruwacz Dusz odciął drugą. Wilk zawył z rozwartą szeroką paszczą. Bełt wbił mu się w podniebienie i wilkołak runął na ziemie.
- Pięć bełtów! - Zawołał Varosch.

Obrzuciłem nieufnym spojrzeniem powalonego przezeń wilkołaka. Wyglądało na to, że się nie regenerował. Zamierzyłem się, żeby odrąbać mu łeb, i w tym momencie łapa cisnęła mnie o ścianę z siłą spadającego głazu. Poczułem, jak pęka mi łopatka. Przez chwile widziałem tylko czerwone gwiazdy, lecz zaraz Rozpruwacz Dusz wskoczył mi do ręki i łukiem odciął głowę drugiemu z wilkołaków. Myślałem, że przez bark przenika mi płynny ogień, kiedy życie stwora przepłynęło przez ostrze i złamanie się zagoiło. 

[...] Czy to już wszystkie? - upewniłem się, dalej ciężko dysząc. 

- Został jeden - Odparła Zokora. - Tam, z tyłu.

Wypuściła w górę światełko, by oświetlić ostatniego potwora. Było to imponujące monstrum. - co  najmniej dwa razy większe ode mnie i śnieżnobiałe. Stał w miejscu, oddalony o dobry kawałek drogi na starym szlaku. 
W przeciwieństwie do innych wilkołaków nosił przepaskę biodrową i kościany hełm z rogami.
W lewej łapie trzymał długi kij, wyższy od niego samego i również biały, jakby to była kość jakiegoś gigantycznego zwierzęcia. Zwieńczenie kija miało kształt wilczego łba. W futrze porastającym szyję wilkołaka niemal ginął kościany łańcuch. "


wtorek, 5 lutego 2019

Otchłań - Księga I - Peter V. Brett






" Ciało demona zaczynało zatracać kształty, a kończyny trzymające Ashię zwiotczały. 
 Wojowniczka targnęła się i zdołała uwolnić, a wtedy złapała za włócznię i zaczęła go kłuć i rąbać, wykorzystując to, że potwór nie dawał już rady regenerować obrażeń. 
Naraz za jej plecami strzeliła magia i rozległ się wrzask. Któryś z demonów rzucił się na Kajiego i oszołomiony odbił od bariery, a chłopiec zatoczył się i usiadł na pupę.
- Biegnij! - krzyknął Briar.
Kaji zaczął płakać, i zaraz przestał na widok nadbiegającej Ashii.
- Mama! - zawołał.
Znów się podniósł, tym razem z większą łatwością, i wyciągnął ku niej rączki. Ashia wskoczyła w krąg i wreszcie mogła go przytulić.
-Synku! Synku mój! Już jestem z tobą! - Ucałowała jego główkę. - Już jestem przy tobie!
Wepchnęła Kajiego w nosidełko i zarzuciła je sobie na plecy. Przekręciła drzewce ocalałej włóczni i przedłużyła ją o połowę, po czy złapała tarczę. 

[...]Zmiennokształtny zdołał już się poderwać , a wtedy Briar cisnął jakimś woreczkiem prosto w rozwartą paszczę. Demon kłapnął szczękami. Zawartość sakiewki eksplodowała kłębami proszku zmielonego lubczyku. 
Ashia cięła potwora po gardle, a Briar przetoczył się w dół zbocza, by złapać własną włócznię.
Miejsce zabitych demonów zajęły następne. Briar cisnął włócznią i przygwoździł do ziemi jednego, który gnał prosto na Ashię i Kajiego, a potem poderwał broń zagubioną przez wojowniczkę i wbił ją w plecy zmiennokształtnego. "




niedziela, 9 grudnia 2018

Odwet oceanu - Frank Schätzing


" Tuż przed łodzią katapultował się z wody humbak. Do podrzucenia tak masywnego cielska potrzebne cielska potrzebne było potężne pchnięcie. Przez moment to wszystko wyglądało, jakby zwierzę opierało się na płetwie ogonowej. Tylko koniuszki płetwy znajdowały się jeszcze pod wodą, reszta ciała sterczała pionowo w górę, przewyższając mostek "Lady Wexham". Na żuchwie i spodniej stronie brzucha wyraźnie były widoczne podłużne fałdy. Nieproporcjonalnie długie płetwy piersiowe odstawały niczym skrzydła, połyskując bielą z czarnymi plamami i guzowatymi brzegami. Wyglądało to tak, jakby wieloryb chciał całkowicie unieść się z wody i z pokładu "Lady Wexham" dobiegło wielogłosowe "Oooch". Następnie potężny tułów przechylił się powoli na bok i wywołując eksplozje piany, opadł z powrotem w wodę.
Pasażerowie na górnym pokładzie cofnęli się. Część "Lady Wexham" zniknęła za zasłoną piany. W jej środku pojawiło się coś ciemnego, masywnego. Z głębin wystrzelił kolejny wieloryb. Wynurzył się o wiele bliżej statku, otoczony migoczącą mgłą kropelek wody i Anawak wiedział, jeszcze zanim na łodziach rozległy się krzyki przerażonych ludzi, że ten skok nie chyba celu.
Wieloryb uderzył z takim impetem w "Lady Wexham", że parowiec zakołysał się gwałtownie. Rozległ się trzask i huk. Zwierzę zanurzyło się z powrotem. Ludzie na górnym pokładzie rzucili się na ziemię. Woda wokół statku pieniła się i wirowała, a w następnej chwili nadpłynęło z boku więcej humbaków i znów dwa z nich wystrzeliły z wody w powietrze i całym ciężarem zwaliły się na kadłub statku. 
-  To jest zemsta! - krzyczał Greywolf przechodzącym w dyszkant głosem - Zemsta przyrody! 

Widok miał w sobie coś surrealnego. Tuż nad łodzią obrońców zwierząt sterczał pionowo ogromny humbak. Wydawał się niemal w stanie nieważkości, istota o monumentalne piękności, strupiasty pysk miał zwrócony ku chmurom i wciąż jeszcze unosił się w górę, dziesięć, dwadzieścia metrów nad głowami ludzi Greywolfa. Przez dłuższą chwilę wisiał na tle nieba, obracając się powoli, a metrowe płetwy piersiowe zdawały się do nich machać. 
[...] Spojrzenie  Anawaka powędrowało wzdłuż skaczącego kolosa. Nigdy nie widział czegoś tak strasznego i jednocześnie wspaniałego, nigdy z takiej bliskości. Wszyscy, Jack Greywolf, ludzie na zodiacach, on sam, zdarli głowy i wpatrywali się, co miało się wydarzyć.
- O mój Boże - szepnął.
Cielsko wieloryba pochyliło się jakby w zwolnionym tempie. Jego cień padł na czerwoną łódkę rybacką obrońców zwierząt, przesłonił dziób "Blue Sharka" i wydłużył się, kiedy olbrzym zaczął opadać w dół, szybciej i coraz szybciej..."

wtorek, 6 listopada 2018

Krabat - Otfried Preussler





"Burza się przybliżała, uderzenie wiatru zatrzęsło z brzękiem szybami okien, gdzieś błysnęło. Nieznajomy wydął wargi i splunął na stół. 
I już w miejscu, gdzie splunął, siedziała czerwona mysz.
- Teraz, młynarzu, spluń z kolei ty, jeśli możesz!
I Mistrz wypluł na stół czarną mysz, jednooką jak on sam. Myszy zaczęły okrążać się nawzajem na chyżych łapkach, jedna usiłowała ugryźć w ogon drugą, czerwona czarną, a czarna czerwoną. Już czarna miała ukąsić, gdy nagle nieznajomy prztyknął palcami. Tam, gdzie przed chwilą jeszcze przycupnęła czerwona mysz, czaił się teraz gotowy do skoku czerwony kocur. Momentalnie również czarna mysz przedzierzgnęła się w czarnego jednookiego kota. Groźnie parskając oba kocury natarły na siebie z wyciągniętymi pazurami. Cios łapą, ugryzienie i znowu cios!
Czerwony kocur celował w jedyne oko czarnego. Prychając, rzucił się na niego. Niewiele brakowało, a byłby mu je wydrapał.
Teraz prztyknął palcami Mistrz i już na miejscu czarnego kota siedział czarny kogut. Bijąc skrzydłami i uderzając dookoła siebie dziobem i szponami, rzucił się na czerwonego kota z taką wściekłości, że ten cofnął się z przerażenie, ale niedaleko, bo teraz z kolei prztyknął palcami młynarczyk.
I już na stole stały naprzeciwko siebie dwa koguty z nabrzmiałymi ze złości grzebieniami i nastroszonymi piórami: czerwony i czarny.
Za oknami szalała burza, ale nie rozpraszało to uwagi młynarczyków. Pomiędzy kogutami rozgorzała dzika walka. Nagle trzepocząc skrzydłami, zwarły się ze sobą; niczym grad padały ciosy dziobem i uderzenia ostrogą z jednej i drugiej strony, zasłaniały się skrzydłami, że aż pióra sypały się wśród wściekłych wrzasków i skrzeków.
Wreszcie czerwonemu kogutowi udało się wskoczyć na grzbiet czarnego. Wczepił się szponami w upierzenie przeciwnika, szarpnął je niemiłosiernie i bił z taką ślepą wściekłością dziobem, że aż czarny kogut musiał ratować się ucieczką.
Czerwony kogut gonił za nim przez pół młyna, aż wygnał z Koźlego Brodu."


Upadłe anioły - Graham Masterton

Przeszłość - Każdy z nas ma taką za sobą, niezależnie czy była ona dobra czy też nie. Gdy zrobiliśmy kilka błędów albo dużo złych rzeczy, st...